• Wpisów: 47
  • Średnio co: 49 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 23:18
  • Licznik odwiedzin: 2 776 / 2389 dni
 
victoria1115
 
victoria_1115:                     ,,Tajemnica"  

                                                    Rozdział 1
 Mina Emily świadczyła o złym nastroju, a ubranie było jej całkowitym przeciwieństwem. Szła właśnie korytarzem szkoły średniej Maine. Spoglądały na nią zaciekawione i zniesmaczone spojrzenia uczniów.
 Gdy wyszła z sekretariatu mało brakowało , a by się załamała. Jej plan lekcji był tragiczny. Pierwsza lekcja - biologia z panem MaCartem sala 222. Ruszyłam korytarzem w stronę sali. Zajełam ostatnią ławkę od okna. Zadzwonił dzwonek który sygnalizował mi nowy początek. Chwilę póżniej wszedł nauczyciel i zaczął rozdawać podręczniki.
 Przekartkowałam podręcznik. Zupełnie nic ciekawego. Antonomia człowieka itp. zapowiadał się bardzo długi semestr.
 Nagle z zamyślenia wyrwał mnie chłopak siedzący przede mną. Widziałam go któryś raz z kolei w naszej szkole, a nawet nie znałam jego imienia.
 Zaczęła się lekcja i pan Richard zaczął omawiać tamat. Cały czas myślałam o chłopaku siedzącym przede mną.
 Moja przyjaciółka Lily Sheld pisała coś w brudnopisie. Spojrzałam jej przez ramię i zobaczyłam zarys twarzy faceta przed nami. Była super z plastyki wiec jej rysunek był nieprawdopodobnie bliski oryginału.
 -Hmm... Bardzo podobny. - odezwałam się szeptem i się cicho roześmiałyśmy.
 Uwielbiałyśmy razem plotkować o wszystkim i o wszystkich. Szczególnie o chłopakach, a pan Richard nie zwracał zbytniej uwagi na gadających. Rozgadałyśmy się tak bardzo, że nawet nie zauważyłyśmy kiedy biolg podszedł do naszej ławki.
 -Mam pewną sugestię co do siedzenia w ławkach. Razem siedzicie od paru lat więc proponuję pewną zmianę. Wszyscy po prawej stronie każdej ławki przesiądą się o jedno miejsce do przodu.
 -Ale to jest wyzysk- krzyknęła Lily, a klasa ją szczerze poparła - nie może pan...
 -Postanowione i koniec kropka -powiedział, a klasa zabuczała -nie żadne uuuu tylko tak.
 Przeniosłam się ławkę do przodu i usiadłam obok nieznanego mi chłopaka.
 -No to pierwsze zadanie. Opiszcie sąsiada z ławki.
 -Jak się nazywasz?- zapytałam ale on nie odpowiedział tylko coś bazgrał na swojej kartce.
 -Halo Ziemia do Marsa. Odbiór -zaczął coś gadać pod nosem od razu wiedziałam, że to świr.
 -Niecierpliwa, piękna, prawdziwa i zaciekawiona.- wyrecytował półgłosem
 -Odpowiesz na moje pytania- zaczynałam się wściekać- czy nie!
 -Szybko się wścieka- po tym co usłyszałam walnęłam go w policzek spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a ja się odsunęłam na sam koniec ławki i zaczęłam pisać.
 -Pierwsze chamski, po drugie zadumany w sobie, po trzecie wkurzający, po czwarte zamknięty w sobie itd... - przeczytał półgłosem stopniowo go podnosząc spojrzał na mnie takim wzrokiem jakbym oblała go kubłem lodowatej wody
 -Wow, aż tyle dobrych cech- roześmiał się, a ja potrząsnęłam głową wiedząc już na sto procent że jest idiotą.
 -Jak się nazywasz? Jak nie jesteś idiotą to odpowiesz na to proste pytanie. -odparowałam
 -Mów mi Jack. - powiedział z szarmanckim uśmiechem.
 -Acha. Ile masz lat? - zapytałam czekając na odpowiedź wybijałam ołówkiem rytm sekund na zegarze nad tablicą.
 -A jak bym ci powiedział, że jestem starszy niż świat- spojrzałam na niego z dezaprobatom
 -Ha ha ha, ale śmieszne normalnie świecisz inteligencją- powiedziałam i się roześmiałam
 -Idiota
 -To było o mnie? - zapytał ze zdziwieniem
 -Nie... wiesz o Świętym Mikołaju- spojrzałam na niego z uniesioną lekko brwią a on przewrócił oczami.
 -Ale hmm...- urwał i przyjrzał mi się
 -Czego? - z bardzo wkurzoną miną spojrzałam na niego
 -Niczego. - roześmiał się, śmiał się coraz głośniej i głośniej zwróciło to uwagę całej klasy, a także nauczyciela który od dłuższego czasu nam się przyglądał.
 -Jack podziel się z nami tym co was tak rozbawiło.
 -Poprawka go coś rozbawiło nie mnie - dodałam z wyrzutem.
 -Jej fochy - odpowiedział posłusznie nauczycielowi co do niego na pewno nie pasowało. Szczególnie z tym jego powarznym tonem. Klasa się roześmiała co mnie kompletnie dobiło i sprawiło, że odruchowo kopnęłam go w piszczel. Wrzasnął z bólu i odwrócił się w moją stronę wstrząśnięty i wkurzony.
 -Facet jesteś kompletnym dupkiem i idiotą!- wrzasnęłam i wybiegłam z klasy zauwarzyłam jak nauczyciel i "dupek" wybiegli za mną z klasy. I oczywiście ''dupek'' mnie dogonił.
 -Ej ja tylko żartowałem -pukał do drzwi łazienki którymi sekundę temu weszłam
 -Odejdź!!!- wrzasnęłam i jakby dla podkreślenia swoich słów stłukłam o drzwi łazienki próbkę z kwasem którą miałam przygotowaną na chemię. Odskoczył od drzwi, a ja się roześmiałam jednocześnie płacząc bardzo głośno.
 -Ty odbiło ci czy jak?- warknął
 -Możliwe, ale chyba nie tylko mi - odparłam a on zaczał coś mówić a wtedy przypomniało mi się, że biegł za nami nauczyciel zapewne dogonił Jacka i pytał się go co się stało i gdzie jestem usłyszałam tylko urywek rozmowy, przez, który zatkało mnie kompletnie.
 -...nie wiem gdzie jest uciekła mi - powiedział
 -Przecież byłeś tuż za nią - warknął nauczyciel
 -No tak, ale zgubiłem ją za zakrętem - odpowiedział
 -Jasne, jasne kryjesz ją tylko nie wiem po co -powiedział wyrażnie wkurzony nauczyciel - to było pytanie na, które mam nadzieję, że odpowiesz.
 -Nie odpowiem - to mnie kompletnie zaszokowało, ale byłam mu wdzięczna i niestety musiałam mu podziękować tylko to kazało mi złamać zasadę, którą złożyłam sobie przed chwilą, że nigdy więcej się do niego nie odezwę.
 Hmm to było dla mnie co najmniej dziwne. Przed chwilą wrzeszczałam na niego, kopałam go, a on mnie chroni przed nauczycielem, byłam strasznie zdziwiona. Musiałam go o to napewno zapytać. Zaczęłam robić sobie listę pytań, o które muszę go zapytać.
  1.Dlaczego mnie chronił przed nauczycielem?
  2.Czemu go tak obchodziłam?
  3.Z jakiego powodu nie chciał mi podać swojego nazwiska i żadnych informacji o sobie?
 Usłyszałam kolejny fragment rozmowy między nim, a belfrem.
 -...chodź do klasy, bo minie ci cała i wpiszę ci nieobecność.
 -Może sobie pan wpisywać te nieobecności lub co pan tam chce, ale ja chcę jej poszukać. -powiedział to z takim oporem
 -Dobrze masz nieobecność ... , dowidzenia . Po chwili szepnął.
 -Możesz już wyjść. Nic ci nie zrobię. -powiedział
 -Nie. -powiedziałam szeptem
 -Czemu? -zapytał a ja nagle wybuchłam
 -Nie znam cię to po pierwsze, po drugie nie wiem co ode mnie chcesz, po trzecie nie wiem czemu mnie kryjesz przed nauczycielem, po czwarte
boje się! - mówiłam coraz głośniej i po każdym słowie on głośno wzdychał co mnie kompletnie dobijało i wściekało.
 -Ale ja cię bardzo dobrze znam i wiem że nigdy nikt tak bardzo cię nie wściekał jak ja -co było po krótce prawdą -nie chcę cię nigdy więcej wściekać ani nic innego ja -przerwał na chwilę -mam pewną bardzo ogromną tajemnicę chciałbym się z tobą nią podzielić, ale nie wiem co ty zrobisz jak się o niej dowiesz. Pierwsza jest dużo fajniejsza niż ta druga , no ja się ten no -zawachał się -kocham cię do cholery- prawie zamdlałam, ale rozpłakać się rozpłakałam
 -Jak to- wydyszałam
 -Wpuść mnie -powiedział otworzyłam drzwi i spojrzałam na niego, a on zrobił krok do przodu, a ja nie wiem po co, ale zrobiłam krok do tyłu
 -Nie rozumniem -wybuchłam płaczem, a on podszedł i mnie mocno przytulił. Jak już opanowałam płacz pocałował mnie.  Był to długi i namiętny pocałunek. Oderwałam się od niego i zaczerpnęłam powietrza otworzyłam oczy i zrównałam się z nim spojrzeniem.
 -Kocham cię -powiedział
 -Ja... yyy... nie wiem co powiedzieć.
 -Po prostu powtórz moje słowa.- spuściłam wzrok na posadzkę
 -Ale ja cię wogóle nie znam.
 -Wiem, wiem. Ale ja cię znam i cię kocham.
 -Kocham cię- szepnęłam- ale chcę wiedzieć- sięgnęłam po kartkę i podałam mu ją -i jeszcze skąd mnie znasz. -Roześmiał się ,a ja go walnęłam w pierś.
 -No co? -zapytał z bananem na twarzy (dla niewiedzących z bananem znaczy z dużym uśmiechem :)))) )
 -Gówno - odgryzłam się wytykając język na niego, a on spojrzał na mnie z rozbawieniem -chcę to wszystko wiedzieć. Nie rozumiem. Przyszałam
dziś do szkoły wściekła i ty mnie wkurzasz ja się detonuje i po tym wszystkim ty mi mówisz, że mnie kochasz. Nie uwarzasz, że to jest co najmniej dziwne?
 -Masz rację. Powinnaś wiedzieć. Powiem ci, ale jeszcze nie dziś. Jutro się przejdziemy na polanę i ci powiem. Ale decyzja należy do ciebie. Czy pójdziesz ze mną i czy chcesz wiedzieć. -powiedział ja przyglądałam mu się dłuższą chwilę zastanawiając się co może być aż taką straszną
tajemnicą i czy on mi nic nie zrobi na tej polanie. Podbródek nie chciał mnie słuchać i zaczął drżeć.
 -Pod jednym warunkiem
 -Jakim?
 -Że przyrzekniesz na swoje życie i niewiem na wszystko, że mnie nie
zabijesz.
 -Przyrzekam inaczej niech mi Bóg serce wyrwie jak tej obietnicy nie
dotrzymam - powiedział z powagą i spokojem co mnie trochę
bardziej uspokoiło.
 -Dobra o której i gdzie się spotykamy?
 -Może być o 11:30 przed szkołą? -zapytał
 -Okey. Dobrze, że jutro jest sobota. A co teraz będzimy robić? -spytałam
 -Nie wiem jak wrócimy na lekcję to chyba nie będzie dobrze.
 -No fakt nauczyciel wyśle nas do dyrektorki, a to mi za bardzo nie
odpowiada. -rozśmiałam się i przylgnęłam do niego ustami na dwie
sekundy. I spojrzałam mu głęboko w oczy widziałam w nich uśmiech
i momentalny wstrząs.
 -I love you. You love me?
 -Yees.
 -No ja cię kręcę. Ale ja mam farta. -powiedział
 -Chyba raczej ja. Najprzystojniejszy chłopak w szkole się we mnie zakochuje
a ja tak łatwo o tym mówie. One wszystkie mnie zabiją -roześmiałam się
 -Obronię cię -powiedział i walnął się w pierś.
 -Kurcze mać na razie chyba musimy trochę zwolnić. Bo jak mama się
o tym dowie to chyba mnie zabije. I co wtedy. -moja panika wyrażnie go
rozbawiła.
 -Ale twoje serce chce przystopować, czy umysł.
 -Bardziej chyba to drugie.
 -Kieruj się sercem, to moja dewiza.
 -Hmm to brzmi nieźle, ale tak jak byś chciał mnie poderwać -wymierzyłam w
niego palcem wskazującym i zmrużyłam oczy , a usta wygięłam w lekkim
uśmiechu.
 -Nieee ja nieee -uśmiechnął się
 -Drań
 -Wiem ,wiem -zrobił mało poważną minę -kocham cię
 -Uh jakie to wzruszające -otarłam łzę która zebrała mi się w oku -ale ja też
cię kocham.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego