• Wpisów: 47
  • Średnio co: 48 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 23:18
  • Licznik odwiedzin: 2 646 / 2334 dni
 
victoria1115
 
victoria_1115:  Rozdział 14
 -Tak doskonale -dobrze. Otworzyłam szawkę. Typowo męska toaletka. Kremy po goleniu, antyperspiranty, maszynka elektryczna i nietypowe... nóż. Hmm niezbyt duży. Ostrze dwadzieścia centymetrów długości i cztery szerokości, ząbkowane. Lśnił bardzo jasnym blaskiem. Za drzwiami dosłyszałam głosy paru innych osób.
 -Mamo czy możliwe że juz są tu twoi ludzie?
 -No nie wiem poczekaj -słyszałam jak odkłada tą komórkę i bieże inną. Wystukała numer. Zaczęła coś gadać i się kłucić.
  -Twoi ludzie już dotarli?
  -Nie a co ?
  -O cholera jasna! -mama nigdy nie przeklinała...
  -Co jest?!
  -W domu są przyjaciele Ericka -te słowa mnie dobiły 'przyjaciele Ericka' te słowa odbijały mi się echem w uszach, w całej głowie przez około dziesięć sekund. Zaczęłam panikować. Jacy ludzie Ericka?! O Boże na myśl że Erick tu jest robiło mi się słabo, a co dopiero że są tu jego ludzie! Zza drzwi dochodziło coraz więcej głosów. Ilu ich tu jest?!
 -Mamo dotarliście już? -zapytałam z przerażeniem słuchając odgłosów zza ściany.
 -Już prawie. -łup, łup -co się dzieje?! -łup, łup. Wywarzają drzwi! Cholera jasna! Rozpłakałam się drząc się w niebogłosy.
 -Wywarzają drzwi! -pisk opon. Chyba już tu jest. Wyjrzałam przez malutkie okienko obok szafki. Z samochodu wysiadła mama. Chwilę później dołączyły do niej wampiry, następnie wilkołaki i człekokształtni, upadłe anioły już wyważały frontowe wejście. Skrobnięcie, odwróciłam się momentalnie. Zamek się zaczął przekręcać.
     -Jack! -starałam się przekierować wiadomość wyłącznie do niego -Jack słyszysz mnie?! Weź się cholera odezwij! -stęknięcie.
     -Jestem! -kamień spadł mi z serca. Słyszałam jego myśli. Wszystkie tak jakby były moimi. Niesamowite.
     -Nie wiem którym jesteś! Jest was dwóch identycznych!
     -Spokojnie...
     -Jakie spokojnie! Jestem w łazience i zaraz tu będą! -kolejne przekręcenie klucza. Jeszcze tylko raz i ...
     -Jak to w łazience?! -zapytał zdezoriętowany. No nie a gdzie niby?!
     -Normalnie! Przebierałam się w toalecie w sypialni!
     -O ja piernicze! Myślałem że w toalecie na korytarzu jesteś! -skrzyp otwieranych drzwi. Zacisnęłam mocno dłoń na rączce noża. Całe moje ciało było jak z waty. Trząsłam się jak oszalała.
     -Jack ... -przełknęłam ślinę -otworzyli drzwi -wyszeptałam. Nie usłyszałam odpowiedzi byłam zbyt skołowana.
 -Mamo gdzie ty jesteś?! -wrzasnęłam
 -Na piętrze! Za chwilkę będę!
 -Otworzyli drzwi od łazienki -załkałam. Usłyszałam tylko puknięcie porzuconego telefonu i bardzo, bardzo szybki bieg. Do łazienki wszedł jakiś włochaty facet którego jeszcze na oczy nie widziałam. Stał w postawie bojowej. Przyglądał mi się zakrwawionymi oczami i dziko wystawiał zęby. Wampir chyba, ale nie mam pewność. Uniosłam nóż. Blask ostrza chwilowo oślepił wampira, lecz po chwili wściekły ruszył w moim kierunku. Stałam w bezruchu próbując wymyślić jakiś sensowny plan. Przybliżał się, jeszcze chwilka i się rzuci. Miej więcej pamiętam z filmów jak się obsługiwać nożem, ale jeszcze nie próbowałam tego. Zgięłam rękę dotykając rączką piersi, przygotowując się na zamach. W jednej sekundzie stało się tak wiele. Wampir rzucił się z niespotykaną prędkością, ja jak strzała skoczyłam w górę, on uderzył całym ciałem o ścianę, spadając na ziemię wbiłam błyszczący nóż w plecy wampira po stronie gdzie znajduje się serce. Stęknął cicho i przestał się poruszać. Po chwili do łazienki wpadli: mama, tata, Jack, James, Grace, Simon i Ashley ze zdumieniem patrząc na wampira i na mnie, ale tylko Ashley zauważyła że ja płaczę i jestem prawie naga. Wyparowała z łazienki, po chwili wracając ze szlafrokiem.
 -Dziękuję -szepnęłam
 -Nie ma za co kochana -uśmiechnęłam się niewyraźnie. Ona będzie świetną przyjaciółką czuję to.
 -To jest Jack -skierowałam pytanie w stronę taty, jednocześnie wskazując palcem na niego.
 -Tak to on -westchnęłam i jednym szybkim ruchem rzuciłam się Jackowi na szyję który pod wpływem mojego ciężaru i szybkości osunął się razem ze mną na zimię. Roześmialiśmy się oboje i przywrliśmy do siebie ustami.
     -Jack oni się na nas gapią... To powiedziałabym nieco krępujące -pokiwał głową ze zrozumieniem. Podniusł się razem ze mną z podłogi z dziwnym wyrazem twarzy.
 -Moja piękna się krępuje przy was całować... Czy moglibyście opuścić sypialnię? Za parę minut do was dołączymy. -spojrzałam na niego z lekkim przerażeniem i uciskiem w żołądku, nie mogąc zmusić się do powstrzymania wybuchu śmiechu, ale jakoś się udało na szczęście. Rodzice popatrzyli po sobie, póżniej na Jacka, na mnie, nie wiedząc czy się zgodzić. Mama i tata zapewne wysyłali sobie telepatyczne wiadomości. Po minucie odezwał się tata.
 -Dobrze... Ale jeżeli coś będzie się działo na przykład jakimś niespotykanym sposobem Erick tu wtargnie wołajcie nas. Córuś Jack pewnie zapomniał ci powiedzieć że możesz go rozpoznać po takim znamieniu -wskazał na jego obojczyk. Wyraźne łuki po bokach w środku tarcza, a na niej skrót TOOP, nad tarczą dwa krzyżujące się czarne skrzydła. Nie za duży ale i nie za mały. Przypatrzyłam się dokładnie objektowi i skinęłam głową na znak że zapamiętam. Po upragnionych dziesięciu sekundach w salonie nie było nikogo prócz nas.
 -Idę na moment do łazienki. Weź nic nie odwal, co? -uśmiechnął się.
 -Spoko tylko się pospiesz -wpadłam do łazienki, zdjęłam szlafrok, powiesiłam go na wieszaczku, poperfumowałam się delikatnym zapachem, wzięłam trzy noże na wszelki wypadek, wyszłam. Siedział na łóżku, zwrócony głową w moją stronę. Na widok mnie w biliźnie uśmiechnął się szerzej. Uniosłam brwi w oznace 'już nie przesadzaj', ale on odbowiedział inną miną w stylu 'piękna ja nigdy nie przesadzam'. Roześmiałam się. Podeszłam do niego i usiadłam obok. Odgięłam koszulkę sprawdzając czy ma tatuarz. Na szczęście jest. Położył mnie delikatnie na łóżko. Najpierw pocałował mnie w usta, następnie w obojczyk, ręce, dłonie, brzuch, nogi, znowu usta. To po prostu niesamowite. Pieścił oddechem i ustami moją szyję. Jeszcze nigdy tak się nie czułam. Delikatnie jeździł palcami po moich plecach. Tak wyluzowana jeszcze nie byłam, ale tylko się całowaliśmy nic więcej i to było dla mnie niesamowite, że nie zachował się jak każdy przeciętny facet pragnący tylko seksu, lecz jak prawdziwy mężczyzna dał mi czas. Kocham go za to. Leżemy teraz obok siebie przytuleni. Jest pięknie. On nie nalega na nic. Zauważył że mu się przyglądam.
 -Coś nie tak?
 -Nie jest okey... Dziękuję że nie nalegasz -powiedziałam nieco skrępowana i zamyślona. Uśmiechnął się lekko z szacunkiem i miłością. Dawał mi tyle bezpieczeństwa, ciepła, miłości...
 -Nie ma za co. Jak będziesz przygotowana, to będziemy mogli to zrobić, ale dopuki nie jesteś przygotowana na to ani emocjonalnie, ani fizycznie nie mam prawa nalegać czy coś takiego. To będzie twoja decyzja -przytuliłam się do niego mocniej i się rozpłakałam. Pocałował mnie delikatnie w czoło. Pewnie nie wiedział czemu płacze, ale liczy się że stara się mi okazywać wsparcie, to jest najważniejsze. Przetarłam oczy, aby przestać płakać.
 -Musimy zejść bo jeszcze pomyślą, że coś mi się stało -potaknął,  wstał z łóżka, wyszedł z pokoju i wrócił z ubraniami dla mnie.
 -Kochany jesteś -strzelił banana i zaczął się ubierać. Wzięłam ciuchy i weszłam do WC. T-shirt, rurki, stanik, majtki, skarpetki, tylko ciekawe skąd zna mój rozmiar. Uchyliłam drzwi i wyjrzałm na zewnątrz -skąd znasz mój rozmiar? -zapytałam udając zdenerwowanie.
 -A tak się jakoś domyśliłem -wyszczerzył zęby.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
     
  •  
     
    Hymm więc: po pierwsze na początku pisałam że tekst jest niedopracowany i na razie zbieram tylko opinię niektórych osób, owszem wezmę sobie do serca to co napisałaś. Po drugie jeszcze nie oddałam go do korekty, bo jeszcze końcówki nie dopisałam. Ale trochę krytki mi się przyda, fakt.
     
  •  
     
    Częsty brak znaków interpunkcyjnych, liczne powtórzenia, oraz zdarzające się niekiedy błędy ortograficzne. To tak pobieżnie, ponieważ nie czytałam całego tekstu, a jedynie fragmenty na wyrywki.
    Jeśli piszesz dla siebie, a opowiadanie jest po prostu upustem Twoich wrażeń i emocji - ok, nic mi do tego. Jeśli jednak myślisz o jakimś poważniejszym pisaniu w przyszłości dla dojrzalszego grona odbiorców, musisz sporo zmienić.