• Wpisów:49
  • Średnio co: 45 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 17:48
  • Licznik odwiedzin:2 487 / 2276 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Specjalnie dla Runnin' Wild


Rozdział 6
-Hmm twoja mama chyba jedzie. Widać światła na podjeździe.
-Kurcze musi akurat dziś tak szybko wracać? Cholera!
-Co się stało?
-Naczynia! Ona mnie zabije, za to! To jej najlepszy zestaw! Jak zobaczy go na stole i to jeszcze brudny to
po mnie!
-Chodź. Sprzątniemy to do ciebie do łazienki i jak się położy to to pozmywamy.
-Ale jak ona cię tu zobaczy o tej godzinie to nie będzie dobrze.
-Spokojnie wyjde u ciebie przez okno.
-Acha, fajnie wiedzieć -ruszyliśmy po schodach. Ja nosiłam naczynia powoli a Jack pędzi po schodach jak
szalony, gdy zeszłam na dół po resztę zobaczyłam że wszystko jest tak jak było przed kolacją. -Super. Chodź
na górę, bo mama jest na werandzie. -poczułam świst powietrza i w ciągu pół sekundy znalazł się u mojego
boku. Popędziliśmy po schodach i weszliśmy do pokoju. Otworzyłam mu okno i pocałowaliśmy się.
-Rzuć jabłko za okno jak twoja mama położy się spać. -wyskoczył za okno na drzewo, które rośnie tuż pod
nim.
-Okey, dozobaczenia -powiedziałam po cichu
-Pa -odszepnął. Po chwili usłyszałam jak mama otwiera drzwi frontowe.
-Skarbie wróciłam! -krzyknęła mama, a ja zamknęłam okno.
-Cześć mamo! Jestem na górze!
-Jest jeszcze Jack?
-Nie a co?
-Bo tu wisi jego kurtka -cholera! Zapomniał zabrać. Wiedziałam że o czymś zapomniałam.
-Zapomniał wziąć. Spieszył się -no nie do końca kłamałam ale wiedziałam że zaraz będę musiała, bo
zacznie pytać dlaczego, a przecież jej nie powiem, że się spieszył bo nie chciał żeby go zobaczyła tak późno
u niej w domu.
-A czemu się tak śpieszył?
-Bo kolega do niego zadzwonił.
-To musiało być coś bardzo ważnego skoro zapomniał kurtki.
-Tak..., bo jego kolegi dziewczyna go zdradziła -mówiłam już pewniejszym głosem. Ale gdzie ja się tak nauczyłam
kłamać to nie wiem -a on się o tym dowiedział i z nią zerawał. Chodzili ze sobą od prawie roku, to była wielka
miłość i on zadzwonił do Jacka i powiedział że popełni samobójstwo jak on go nie powstrzyma i Jack nie miał
wyjścia i pobiegł -oczywiście równie dobrze mogłam powiedzieć że pojechał -żeby go uratować.
-Acha..., rozumniem chyba. Zdruzgotany nastolatek dzwoni do swojego najlepszego przyjaciela też nastolatka
i mówi mu że się zabije z powodu dziewczyny która go zdradziła, tak?
-No mniej więcej -roześmiałam się nerwowo.
-Mamo, a jak się nazywa ten klub do którego zawsze chodzisz się odprężyć -wolałam zachować jednak jakieś
środki ostrożności na wypadek gdyby to jadnak nie była mama. Chociaż brzmiała całkiem jak ona.
-Słoneczna oaza, a co -na szczęście to jednak ona.
-No nic. Po prostu słyszałam o jakimś zabójstwie w klubie gdzieś tu niedaleko -kłamałam w żywe oczy, ale
nie ze wszystkim. Z tym że słyszałam o zabójstwie w jednym z klubów niedaleko było prawdą.
-Robiłaś coś na kolację? -zapytała mama, a ja zupełnie zapomniałam że mnie o to prosiła przad wyjściem.
-Zapomniałam -zrobiłam tandetną minę niewiniątka połączoną z głębokim smutkiem.
-Nic nie szkodzi jadłam cos na mieście -że to powiedziała nie oznaczało że nie jest w jakiejś najmniejszej
części zła. Weszła do kuchni a ja ją aż za dobrze znałam i wiedziałam że będzie sprawdzać czy czegoś nie
zmalowałm. Na stole w wazonie stały kwiaty od Jacka i cukierniczka. Rozejrzał się po wszystkich szafkach
dobiero jak wszystkie dokładnie przejżał odezwała się.
-Te kwiaty to od Jacka?
-Ym tak -pomyślałam chwilę ale naszczęście coś mi pszyszło do głowy -Jack przyniósł je dla ciebie, za
niezapowiedzianą wizytę, tylko nie zdąrzył ci ich wręczyć przez swojego strapionego przyjaciela -spojrzała na mnie
z wielkimi oczami i kompletnym zdziweniem.
-Nawet miły z niego chłopak.. -zastanowiła się chwilę ale ja tak po prostu czułam to co powie -jest jakiś strasznie
tajemniczy. Nie uważasz?
-Może, ale chyba między innymi za to go kocham -znowu rozszerzyła szeroko oczy ale teraz nie tylko ze zdziwieniem
ale i duuuużym przerażeniem.
-Córciu ja zanam takich typków -podeszła do mnie i dotknęła mojego ramienia- nie angażuj sie za bardzo. -Byłam na
nią szczerze mówiąc wściekła, ale starałam się po sobie tago nie poznać.
-Ja chcę się zacząć usamodzielniać. Nie chcę żebyś się w kółko o mnie martwiła i cały czas traktowała mnie jak
małe, głupie dziecko.
-Taka jest rola matki. Kiedyś jak będziesz miała dzieci to to zrozumniesz.
-Możliwe. Idę spać -zawróciłam w stronę schodów, ale się odwróciłam -a ty idziesz już spać?
-Ymm tak -rozejrzała się po pokoju i zapaliła lampkę następnie zgasiła światło na suficie i ruszyła za mną.
-Dobranoc -powiedziałam.
-Dobranoc. Śpij dobrze -weszłam do pokoju i poczekałam do tego czsu gdy usłyszałm trzeszczące sprężyny łóżka.
Odczekałam jeszcze dziesięć minut czyli tyle ile mniej więcej zajmowało jej uśnięcie. Otworzyłam okno i rzuciłam
jedno z jabłek znajdujących się na talerzu. Usłyszałam ciche stękniecie które zapewne oznaczało że trafiłam go
w głowę. Zaśmiałam się cicho pod nosem. Wszedł do pokoju a ja uśmiechnęłam się.
-Co zrobiłam lub co powiedziałam jak na lekcji mnie wkurzyłeś -spojrzał na mnie z szacunkiem i smutnym
uśmiechem.
-Kopnęłaś mnie w kostkę co naprawdę zabolało, a potem wybiegłaś z klasy do łazienki a jak chciałem cię przeprosić
rzuciłaś w drzwi kwasem w szklenej próbówce która się na nich rozbiła.
-No dobra to chyba ty. -uśmiechnęłam się, podeszłam do niego i pocałowałam go. -Pomożesz mi to wszystko znieść na
dół -wszedł do łazienki po pierwszy zładunek gdy wyszedł powiedziałam -musimy być bardzo cicho bo mama ma
bardzoo wrażliwy słuch. -pokiwał głową i otworzył drzwi. Wyszedł na korytarz. Zszedł po schodach. Zniosłam kieliszki
i naczynie żaroodporne. Uśmiechnęłam się do niego, bo to wszystko przypominało mi szczęśliwe małożeństwo.
-Dużo nakłamałaś mamie? -wyrwał mnie z zamyślenia.
-Ymm trochę. Najwięcej przez to, że została tam twoja kurtka -wskazałam na wieszak.
-Och sorki. A co dokładnie nakłamałaś żebym był w razie co zorientowany w sytuacji.
-No że się spiszyłeś bo kolega do ciebie zadzwonił że chce popełnić samobójstwo bo dziewczyna go zdradziła, on z nią
zerwał i powiedział że jeśli go ty nie powstrzymasz to się zabije.
-Łał ciekawa historia -pokiwał głowa i się jednocześnie roześmialiśmy. Włożyłam wszystko do zmywarki. Włożyłam kostkę
i ustawiłam ją. Zaczęła cicho szumieć.
-Co porobimy -uśmiechnął się tajemniczo i chyba wiedziałam o czym teraz myśli. -Mama się obudzi i najpierw zabije
mnie a później ciebie -zrobił smutną minę -ale jutro jej nie będzie w domu -odwrócił się do mnie twarzą z entuzjazmem i
uśmiechem niegrzecznego chłopca. Odwzajemniłam chyba jego ulubiony szeroki uśmiech bo jego jeszcze bardziej się
poszerzył jego uśmiech.
-Niegrzeczna dziewczynka -prychnęłam
-Odezwał się chyba najbardziej niegrzeczny chłopiec na świecie. Kochaaaam cię -szepnęłam
-Ja ciebie też -odezwał się i podszedł do mnie. Posadził mnie na blat i mooocno pocałował.
-Ja cię chrzanie ty to masz siłę pocałunku -roześmiał się.
-A ty za to jesteś niebiańską słodyczą -te słowa mnie kompletnie rozbroiły.
-Och Boże takiego czegoś do tej pory żaden facet mi nie powiedział.
-A ilu ich miałaś do tej pory -wyraźnie się zaciekawił.
-Ymm ani jednego.
-Chyba sobie ze mnie żartujesz?
-Nie -odpowiedziałam twardo i baz ogródek.
-Ten ten mi się nie podoba -spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam w nich lekkie przerażenie, smutek i zdziwienie.
-Sory, ale ja nie żartuje sobie z takich rzeczy.
-Dobra to ja cię powinienem przeprosić -przybliżył się tak, że nasze ciała stykały się w każdym możliwym miejscu. Objął
mnie i pocałował długo. Ten pocałunek był długi, namiętny i pełen miłości.
-Takie przeprosiny na mnie działają pozytywnie -uśmiechnął się, a ja ziewnęłam -och sorki.
-Nie ma za co po prostu jesteś już zmęczona. Masz prawo jest naprawdę późno. A że te przeprosiny na ciebie działają
to się bardzo cieszę.
-Ile to się jeszce będzie myło -podszedł do zagarka przy zmywarce.
-Piętnaście minut.
-No to już nie dużo. Przyjdziesz jutro?
-Ymm jak mi nic nie wypadnie to z całą pewnością przyjadę.
-Przyjedziesz? -zdziwił mnie i zdezorientował.
-No każdy prawdziwy facet musi mieć samochód.
-A jaki? -wiem że byłam nieznośna z tymi pytaniami.
-Zobaczysz a nawet się przejedziesz.
-Jo? A gdzie pojedziemy.
-Tajemnica -szepnął.
-Rozumiem.
-W poniedziałek o której mam po ciebie przyjechać? No chyba że nie chcesz ze mną jechać..
-No co ty! Oczywiście że chcę! Jak możesz to bądź o siódmej trzydzieści. Dziewczyny jak mnie zobaczą u ciebie w
samochodzie to wpadną w szał.
-Wina miłości -rozłożył ręce a ja się roześmiałam.
-Noo, zmywarka się już wyłączyła -otworzyłam drzwiczki i wzięłam ścierkę. On zaczął wyjmować naczynia i mi je
podawać. Wytarłam wszystkie naczynia i powkładałam do szafek nie odzywając się. Widziałam że obserwuje każdy mój
ruch.
-Coś nie tak?
-Nie po prostu nie mogę oderwać od ciebie wzroku. Chyba nie przeżyje do jutra.
-Przeżyjesz inaczej nie posmakujesz już mojej słodyczy pocałunku.
-Może jednak przeżyję -roześmialiśmy się, a on się po chwili uspokoił i uśmiechnął się uroczo.
-Muszę spadać -od razu posmutniałam, spojrzałam na niego i widziałam w jego oczach także smutek. Podeszłam do
sofy i usiadłam. Podążył za mną i mnie przytulił.
-Nie chcę żebyś odchodził -szepnęłam.
-Ale jutro po ciebie przyjadę -to mnie odrobinę pocieszyło ale nie całkowicie - o której twoja mama jedzie do pracy?
-O dziesiątej trzydzieści. O której przyjedziesz?
-Pasuje o jedenastej trzydzieści?
-Myśle że jak chcesz to możesz przyjechać i o jedenastej.
-Nie ma problemu.
-A tak właściwie to tak pierwsze mam chłopaka upadłego anioła, jutro będę wiedziała gdzie mieszka, a nawet nie
mam jego numeru komórki. Trochę to dziwne -wziął do ręki telefon i podał mi mój. Zapiałam numer i póściłam do niego
strzałkę aby także sobie zapisać mój numer.
-Zadzwonię do ciebie jak będę dojeżdżał jutro pod twój dom -wstał z sofy i podszedł do drzwi. Odprowadziłam go
i na porzegnanie mocno pocaławałam -dozobaczenia jutro. Pa.
-Pa skarbie -uśmiechnęłam się i otworzyłam mu drzwi. Pomachałam na pożegnanie. Zamknęłam drzwi na klucz
podąrzyłam schodami do pokoju. Zamknęłam drzwi i podążyłam do łazienki. Wzięłam gorący prysznic i ubrałam
swoją ulubioną piżamę która składała się z krótkich czarnych spodenek i żółtej koszulki w fioletowe romby. Położyłam
się do łóżka i ustawiłam budzik na dziewiątą zero zero. Przy okazij sprawdziłam godzinę była druga zero dziewięć
w nocy. Ziewnęłam i przekręciłam się na bok. Od razu usnęłam.
  • awatar victoria_1115: ohh jest zaskoczone że to coś może się podobać... ale miło mi :* yy nie wiem strasznie dużo kasy na to potrzeba ;/
  • awatar smail ♥: hej :D kiedy pojawi się wydanie książki? :* To jest genialne! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 5
-Co?
-Nic nic. Trochę ci się dziwię.
-Z czym -zaintrygowały mnie jego słowa.
-No między innymi z tym, że nie przeraziłaś się i nie uciekłaś ode mnie.
-Bo widzisz coś mi mówiło, żebym została i cię wysłuchała.
-Tak?
-No to był taki wewnętrzny głos. Ale wywrzeszczeć to się wywrzeszczałam.
-Fakt. Trochę się darłaś. Ale to porównójąc do wcześniejszych wcieleń to mam prawo się
dziwić.
-Aż tak źle?
-Źle -roześmiał się -tragicznie.
-A co ja takiego robiłam jak się dowiadywałam?
-Parę razy po prostu uciekłaś. Raz jak zaprosiłem cię do domu żeby ci powiedzieć, a ty jak się
dowiedziałaś chwyciłaś nóż żeby mnie zadźgać. Do tej pory mam dwie blizny na lewej ręce.
-O boshe jaka ja głupia byłam.
-Nie było to najtragiczniejsze.
-Co mogło być gorsze od próby zadźgania cię nożem?
-Próba samobójstwa i to było w ostatnim wcieleniu.
-Próba, czyli mnie uratowałeś?
-No właściwie to tak.
-Yhm. Ciekawa jest twoja przeszłość.
-Wątpie. Bardziej bym się zgodził, że przerażająca.
-Może.. Ale i tak masz wiele wspomnień i przeżyć -nagle z zamyślenia wyrwała mnie melodia
którą słyszałam jak Lily do mnie dzwoniła podnioosłam komórkę -o cholera to Lily. Miałam
do niej oddzwonić, bo jak szłam do szkoły to z nią pisałam i dopytywała się po co idę do
szkoły.
-Odbiorę.
-Oszalałeś!
-Nie -uśmiechnął się tajemniczo -trochę się ździwi, a ty to chba za bardzo kłamać nie umiesz.
-Fakt, ale weź na głośny -odebrał a ja usłyszałam w słuchawce Lily.
-Halo?
-Cześć.
-Yyyy kto mówi?
-Jack -nie mogłam już powstrzymać dłużej śmiechu.
-Yyyy sory chyba pomyliłam numery.
-Niee.
-Nie rozumniem.
-No odebrałem komórkę za Emy bo poszła do toalety.
-Ale, że co? Że ty u niej w domu jesteś?
-No tak.
-Łał. Trochę to dziwacznie brzmi. Powiedz jej żeby później do mnie zadzwoniła. Okey?
-Ok. Ale my nie mamy przed sobą tajemnic.
-Że co!?
-No chodzimy ze sobą.
-Jak?! Gdzie?! Kiedy?!
-Po prostu. Od niedawna właściwie to od dziś.
-Emy ja wiem że ty tam jesteś!! Masz mi wszystko wyjaśnić!!
-Okey okey wszystkiego się dowiesz. Jak chcesz to wpadnij i wszystko ci wyjaśnimy.
-Będę za trzydziści minut.
-Pa pa
-Dozobaczenia. Pa. -rozłączyłam się
-No prawie wszystko jej wyjaśnimy -uśmiechnął się do mnie znacząco odwzajemniłam jego
uśmiech.
-Mamy jeszcze piętnaście minut.
-Teraz ja nic nie rozumiem.
-No bo normalnie to by się jeszcze spóźniła z dziesięć minut, ale jak jest tak zdozorientowana,
nakręcona, zaciekawiona i wściekła to będzie pędziła samochodem ze stodwadzieścia na
godzinę.
-Ymm trochę to niebezpieczne.
-Ale co zrobić. Nie wiem co bym musiała wymyślić żeby choc trochę zwolniła. To co będziemy
teraz robić?
-Jesteś głodna -podszedł do lodówki.
-Trochę.
-Co my tu mamy -popatrzył chwilę -ser, warzywa. No to może zapiekanka?
-Yyy okey -przyglądałam się jak wyjmował składniki i rozcierał ser. Pokroił warzywa i wsypał
do naczynia. Posypał serem, włączył piekarnik i włożył zapiekankę.
-Za pół godziny będzie gotowa. Starczy dla nas i Lily. Nie musisz się zastanawiać. Chcesz to
idź i weź prysznic. Poczekam tu.
-Okey. Jak przyjdźe Lily to posadź ją przy stole i powiedz, że wszystko jej wyjaśnimy jak tylko
wrócę -powiedziałam wchodząc do łazienki i szukając czystej bielizny i ciuchów -spoko?
-Nie ma problemu. Jak będziesz się kąpać przygotuję stół.
-Talerze są..
-Znajdę na pewno. Idź już bo nie zdążysz zanim przyjdzie.
-No spoks -weszłam do wuce i włączyłam wodę. Rozebrałam się i poczekałam, aż zacznie
lecieć ciepła woda i weszłam pod prysznic.
Rozmyślałam nad nami. Nade mną i nad Jackiem. To było bombowe połączenie. Ja-człowiek,
chłopak-anioł ,no upadły anioł, ale i tak anioł. Na samą myśl uśmiechałam się. Wyszłam spod
prysznica i wytarłam się ręcznikiem i założyłam bieliznę i jeansy, czarny t-shirt. Wysuszyłam
włosy, wyszłam z łazienki i mnie zatkało. Na stole był błękitny obróz i talerze. Srebrne sztućce
i wazon z polnymi kwiatami. -Ja cię kręcę.
-Podoba ci się?
-Czy mi się podoba!? To jest super!
-Och.. dzięki. Lily jeszcze nie przyszła.
-Daję jej hmm.. powiedzmy.. trzy minuty.
-Ooo o co zakład. Może o dokładkę deseru? Ja obstawiam dziesięć minut.
-Coś czuję że przegrasz -podałam mu rękę i przecięłam na zakład. -Mam jeszcze jeden pomysł.
Jak wygram pokarzesz mi swój dom. Tylko nie ma oszukiwania -przyjżał mi się -no chodzi mi o te
przastawianie myśli.
-Okey.. tylko jak będzisz u mnie nie możesz nikomu mówić gdzie mieszkam.
-No problem -zobaczyłam światła na podjeździe -przegrałeś -wskazałam palcem na drzwi -już jest.
Za pięć sekund wpadnie jak bomba. Cztery, trzy, dwa, -podałam mu rękę -jeden, zero -no i wpadła
ale najpierw głośno zapukała w drzwi.
-Cześć Lily -powiedział
-Cześć.. Jack. Emy?!
-Hej Lily -powiedziałam z niepewnym uśmiechem -to mój chłopak Jack Conor, Jack moja
przyjaciółka Lily Sheld.
-Emy musimy pogadać -spojrzałam udając, że nie wiem o co chodzi -no chodzi o was -szepnęła
mi do ucha. Jack stłumił śmiech i powiedział.
-My wogóle nie mamy przed sobą tajemnic. No chyba, że chodzi o wasze tajemnice.
-Acha fajnie wiedzieć -warknęła na mnie, a ja się trochę przeraziłam.
-Siadajcie -odsunął krzesło najpierw Lily później mi.
-Sama to zrobiłaś?
-Ja, chyba żartujesz?! -roześmiałam się -ja brałam prysznic, on zrobił to wszystko.
-O ja! No to masz farta -nałożyłam sobie dwie łyżki zapiekanki i podałam łyżkę Lily. Posmakowałam
i myślałam, że się rozpłynę. To było wyśmienite.
-Mmm jakie to pyszne!! Nigdy nie jadłam tak wyśmienitej zapiekanki -powiedziała Lily a ja ją
poparłam. -No to od kiedy jesteście parą?
-Od dzisiaj -powiedział i nalał nam szampana -Wznieśmy toast. Za nasz nowy związek -stuknęliśmy
kieliszkami i upiłam łyk. Wcześniej ustaliliśmy, że na pytania Lily odpowiadamy na zmianę. Więc
teraz była moja kolej.
-To trochę krótko..
-No tak.. ale się w sobie zakochalismy i chcemy być razem.
-Ach.. no cóż.
-Tak wyszło. Myślę, że prawdziwa miłość nie powinna być skrywana -zaksztusiłam się szampanem
i uśmiechnęłam się do niego z lekkim przerażeniem i poczułam jak przesyła mi całuski.
Uśmiechnęłam się szerzej i bardziej pewnie. Wtedy zobaczyłam minę Lily. Tak zdziwionej i
przerażonej jej jeszcze nie widziałam. Wytrzeszczała głupio gały jak by ducha zobaczyła.
-Łał. Dziwne.
-Ale tak to już jest. Kochamy się -powiedziałam i uśmiechnęłam się do Lily żeby załagodzić
sytuację i chyba trochę to zrobiłam bo jej rysy złagodniały. Uśmiechnęła się delikatnie jak by
bała się, że jak uśmiechnie sie szerzej to szczęka jej opadnie.
-Dobra to ja może pójdę po deser.
-Idę z tobą -spojrzałam na niego znacząco o pn ledwo widzialnie skinął głową.
-Nie ma problemu. Poczekam tu -wyszliśmy do kuchni a ja oparłam się o blat próbując się
jednocześnie skupić i rozluźnić.
-Jak tak dalej pójdzie to będzie kiepsko.
-Masz rację szczególnie jak dalej będziesz tak zestresowana -podszedł do mnie i mocno pocałował
-ale jak narazie nie było najgorzej.
-Bardzo pocieszające -uniosłam brwi i przymknęłam oczy, bo po dłuższym czasie światło żarowe
źle działa na moje oczy.
-Co jest?
-Oczy i głowa mnie bolą -stęknęłam. Sięgną do szawki i podał mi apap.
-Wypij dwie -sięgnęłam po wodę i popiłam tabletki.
-Musimy ustalić wspólną wersję wydażeń bo zaraz zacznie się pytać co robiliśmy i jak minął nam
dzień. A co do tego to musi być jakaś zmyślona wersja. Czyż nie?
-Tak masz rację. Może pominiemy tylko kilka drobnych szczegółów i to wszystko.
-Drobnych? Masz na myśli te najważniejsze?
-No taak.
-Trochę bedzie krótka ta opowiastka.
-Można ją zawsze trochę uświetlić. Na przykład powiedzieć, że chodziliśmy po lesie -roześmiałam
się i zauważyłam że przygląda mi się.
-Nie uwieży za chiny -i przypomniało mi się, że on może przekształcać myśli -no chyba, że
przenikniesz jej myśli.
-Nie ma problemu. Ale pod warunkiem, że się na to zgodzisz -spojrzałam się i pokiwałam
twierdząco głową.
-Tak. Zgadzam się.
-Okey -wyciągnął z lodówki deser. Była to galeretka którą polał bitą śmietaną i posypał czekoladą.
Weszliśmy do salonu i postawiłam jeden deser obok Lily, a jeden przed sobą. Wzięłam łyżeczkę i
nabrałam odrobinę bitej śmietanki na łyżeczkę i wsunęłam do buzi. Rozkoszowałam się jej
wyjątkową słodyczą. Obserwowałam Jacka jak rozmawiał z Lily a kątem oka spogląda na mnie.
Pomyślałam że mogę spróbować przesłać mu całuski przez telepatię. Aż poczułam jak się szerzej
uśmichnął. Oparłam się o krzesło i przyglądałam się ich rozmowie.
-Emy masz jakieś plany na urodziny? -spojrzałam zdezorientowana to na Lily to na Jacka.
-Yyy jeszcze nie wiem -patrzyłam jak Jack uśmiecha się tajemniczo -ale chyba nikogo nie
zapraszam.
-Acha.. myślałam że wyprawiasz jakąś imprezkę -Lily posępniała. Zawsze bawiły mnie te jej
śmieszne jaskrawo pomarańczowe loki, ale powiem że od zawsze wyglądała w nich wyjątkowo
słodko. Spojrzałam na Jacka i wiedziałam że z nim spędzę ten dzień.
-Mama pewnie jak zawsze wyśle mnie do babci na wieś -zrobiłam udawaną wkurzoną minę,
ale wiedziałam że on wie że kłamię i że chcę z nim spędzić ten dzień.
-Wiecie co ja już się zmywam bo mama będzie wkurzona że mnie tak długo nie ma -wstała
i podeszła do mnie. Pocałowała mnie w policzek, podała Jackowi rękę i podeszła do drzwi
wejściowych -cześć. Dozobaczenia w poniedziałek.
-Pa.
-Na razie -wyszła a ja odetchnęłam głęboko. Ledwo wzięłam wdech a on podszedł do mnie
z szybkościom błyskawicy i rzucił się na mnie wywracając mnie na sofę i całując dłuuugoo.
Oderwał się od moich ust po dwóch minutach. A ja spojrzałam zdziwiona, wystraszona
i podekscytowana.
-Co ci się stało?
-A tak jakoś odruchowo -odpowiedział mi uśmichem tak mocnym który aż kazał mi się
uśmiechnąć.
-Ach dziwny z ciebie facet.
-A z ciebie kobietka -popatrzyłam na niego i roześmiałam się. Wpatrywałam się w jego piękne
czarne oczy. Widziałam w nich radość, smutek i podniecenie.
-Mółwiłem ci już że cię kocham?
-Hmm pomyślmy -zamyśliłam się chwilę -jakieś -policzyłam w myślach -pięćdziesiąt razy. A co?
-Nie nic tylko tak się pytam. A ty mnie nie kochasz -posmutniał.
-Ja ciebie też kocham głupku -wskazałam na niego palcem.
-Tak?
-No wiesz jak możesz się wogóle się o to pytać -poważnie się wkurzyłam. Trochę się chyba
wystraszył tego tonu bo widziałam w jego oczach przerażenie.
-Nie chciałem cię urazić -przytulił mnie bardziej -przepraszam skarbie. -Wiedziałam że naprawdę
nie chciał mnie urazić. Wstałam i podeszłam do stereo.
-Włączyć muzykę? -widziałam jego zdziwienie.
-Bardzo jesteś wściekła?
-Nie. Wiem że nnie chciałeś mnie urazić. Po prosto nie mielibyśmy co robić.
-Acha. A tak właściwie to jak mi wysłałaś te pocałunki?
-No normalnie. Po prostu bardzo się postarałam.
-Hm trochę dziwne, bo jeszcze nie widziałem, żeby komukolwiek się to udało -zaciekawił mnie i
zaintrygował.
-Tak?
-No jakoś jeszcze się nie zdażyło i nie udało nikomu -przyglądała mi się z zaciekawieniem i lekkim
uśmiechem.
-Ymm nie dość że się wyróżniam to jeszcze jestem wybrykiem natury. Suuuuperrr! -roześmiał się.
-Ale teraz jesteś moim wybrykiem natury i nie jestem w tym gównie sam -wytknąłam na niego
język i zanim zdążyłam go schować podszedł do mnie i złapał go ustami.
-Nie uważasz że to jest trochę zboczone? -powiedziałam swoje słowa chowając język
-Yym może.. -jak czytasz mi teraz w myślach to cię walnę. Widziałam jak mina mu się lekko
skrzywiła.
-Kurde -pogroziłam mu palcem z udawaną powarzną miną. Oczywiście ta mina była całkowice
nieudana. Gdy szłam krok do pszodu on szedł krok do tyłu i już wiedziałam gdzie go zagnam. Szedł
ostrożnie tyłem po schodach. Skierowałam go palcem do drzwi mojej sypialni. Zatrzymał się na
chwilę żeby otworzyć drzwi i wszedł do środka. Usiadł na łóżku a ja mu na kolanach. -Co porobimy? -
podszedł do stereo i worzył płytę.
-Zatańczysz?
-Ale ja nie umiem tańczyć -przyznałam ze wstydem.
-W każdym wcieleniu świetnie tańczyłaś i jestem pewien że teraz też tak jest -z niepewną miną
wstałam i przytuliłam się do niego tak jak to widziałam w filmach i zaczęliśmy tańczyć. Poczułam
się tak jakby muzyka mi pomagała latać. Czułam się wspaniale! Jeszcze nigdy tak nie tańczyłam.
Muzyka mnie unosiła. Piosenka się skończyłam a ja jęknęłam -spodobało ci się?
-Noo.
-Mówiłem że świetnie tańczysz.
-Ale ja jeszcze się nigdy tak nie czułam! To było wspaniałe! Czułam się tak jakbym leciała!
-Ymm fajnie.
-Yyym ale entuzjazm -widziałam że jakoś dziwnie posmutniał co mnie kompletnie zdziwiło -Jack co
się dzieje?
-Bo kurde nie powiedziałam ci jaszcze czegoś -nie mogłam powstrzymać przygwożdżenia się do
łóżka. Starałam się jako tako opanować oddech. Nie miałam pojęcia że może mieć jaszcze jedną
tajemnicę, albo coś takiego. Przyglądł mi się tak jakby myślał, że zaraz zemndleje -ej nic ci nie
jest?
-Nie. Po prostu przygotowuje się na kolejną przerażającą wiadomość.
-Acha -widziałam jak trochę mu ulżyło.
-Możesz powiedzieć. Nie może być chyba bardziej przerażającej wiedomości niż to że jesteś upadłym
aniołem czytającym w myślach.
-Uwież może -teraz to mnie dobiero przeraził.
-Znaczy się, że co -powiedziałam przełykając ciężko ślinę.
-No yym jak by to poowiedzieć żeby cię nie przerazić?
-Najlepiej w prost -wydukałam z trudem i krzywym uśmiechem.
-Znowu jesteś odważna?
-Nie, ale wolę to mieć już za sobą.
-Rozumiem -zastanowił się chwilę -bo -widziałam wyraźnie że bije się z myślami -ktoś kto mnie zna
chce cię zabić -jeżeli do tej pory usłyszałam gorszą wiadomość to niech mnie piorun trzaśnie. Zamknęłam
oczy próbując uspokoić oddech. Przyglądał mi się. Czułam jak włoski na karku mi się jażą. Po paru
sekundach spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
-Kto -zapytałam twardo, ale jednak z drżącym głosem.
-Mój przyjaciel Erick
-Dlaczego?! -mało brakowało a bym wrzasnęła.
-Bo on się w tobie kochał a wieki temu ty mnie wybrałaś i dlatego chce zabić i ciebie i mnie. Ale to jeszcze
nie wszystko.
-Mów !-teraz wrzasnęłam.
-Dobra, dobra już mówie. Ale nie wściekaj się już na mnie. On potrafi się zmieniać.
-Ale że jak?
-No potrafi przybrać kształt każdego. Nawet mnie.
-Co?!
-No tak. Dlatego musisz uważać na każdego.
-Ale -myślałam że przy takim tętnie człowiek może umrzeć, a moje tentno z każdą sekundą wzrastało.
-Musisz pytać się każdego o taką rzecz żeby wiedzieć czy to on.
-Czyli na przykład mam za każdym razem się ciebie o coś pytać? -zastanowiłam się chwilę -A skąd mogę
wiedzieć że taraz ty to ty?!
-Bo Erick chyba sam by ci nie powiedział, że się potrafi zmieniać.
-No nie wiem, nie wiem.
-Nie wierzysz mi? Chociaż to dobrze że zachowujesz czujność.
-Co powiedziałam wczoraj jak mnie pocałowałeś? Chodzi mi o to co powiedziałam po tym jak szepnęłam,
że też cię kocham.
-Powiedziałaś że nie rozumiesz dlaczego się w tobie zakochałem.
-Dalsza cześć! -wrzasnęłam
-Mówiłaś, że przyszłaś do szkoły wściekła, później ja cię wkurzałem, ty się zdetonowałaś, a na końcu
powiedziałaś, że ja ci na sam koniec mówię że cię kocham.
-No dobra. Przepraszam -usiadłam z powrotem na łóżku i zaczęłam płakać. Podszedł i mnie przytulił.
-Nic nie szkodzi. Dobrze, że jesteś ostrożna. Tylko za każdym razem pytaj się o coś innego. Okey?
-Okey. Jeszcze raz przepraszam.
-Nie ma sprawy.
-Kocham cię. Boję się.
-Ja ciebie też kocham. Obronię cię przed wszystkim i wszystkimi. Nie bój się.
-Okeyy.
  • awatar victoria_1115: serio? skoro tak to specjalnie dla ciebie dodam jeszcze dziś :D :*
  • awatar Runnin' Wild: *_*. Świetna z nich para ;>, nie mogę się doczekać na kolejne rozdziały :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jedna z moich ulubionych piosenek:
http://ulub.pl/oIZ0mM7Mu5/the-cranberries-zombie
, a do tego tekst :



Another head hangs lowly,
Child is slowly taken.
And the violence caused such silence,
Who are we mistaken?

But you see, it's not me, it's not my family.
In your head, in your head, they are fighting.
With their tanks and their bombs,
And their bombs, and their guns.
In your head, in your head, they are crying...

In your head, in your head,
Zombie, zombie, zombie,
Hey, hey, hey. What's in your head,
In your head,
Zombie, zombie, zombie?
Hey, hey, hey, hey, oh, dou, dou, dou, dou, dou...

Another mother's breakin',
Heart is taking over.
When the violence causes silence,
We must be mistaken.

It's the same old theme, since 1916.
In your head, in your head, they're still fighting,
With their tanks and their bombs,
And their bombs, and their guns.
In your head, in your head, they are dying...

In your head, in your head,
Zombie, zombie, zombie.
Hey, hey, hey. What's in your head,
In your head,
Zombie, zombie, zombie?
Hey, hey, hey, hey, oh, oh, oh,
Oh, oh, oh, oh, hey, oh, ya, ya-a...
 

 
Jak wam się do tej pory podoba mój blog? Mam nadzieję że nie jest taki zły
 

 
No to dalsza część

Rozdział 4
Hmm. No to nie mam planów, bo myślałem, że uciekniesz. -uśmiechnął się, a ja
odwzajemniłam uśmiech tak szeroki, że sie roześmiał. -Może zrobimy sobie piknik?- po
krótkim zastanowieniu odpowiedziałam.
-Yym a masz kanapki, koc i piwo?
-Znajdzie się - spojrzałam z zaciekawieniem
-To jednak miałeś nadzieję, że nie ucieknę?
-Tak, ale bardzo niewielką.. - wprowadził mnie na drzewo. Usiedliśmy na bardzo grubej
gałęzi na której zupełnie nie spodziewając się, zobaczyłam cały zestaw piknikowy.
Rozłożony czerwono-biały koc w kratkę. Stos kanapek i pół skrzynki piwa.
-Łał.... -zatkało mnie całkowicie
-Cieszę się, że ci się to podoba - usiadł obok. Wziął kanapkę, a ja oglądałam widok.
-Zjedz coś, bo wyglądasz jak byś zupełanie nic dziś nie jadła.
-Jadłam płatki. Zastanawiam się.. -pomyślałam chwilę nie wiedząc jak o to zapytać
zauwarzyłam jak powoli odwraca wzrok w moją stronę. -..jak to jest?
-Ale co jak jest?
-No przeżycie tylu wieków.
-Tysiącleci.
-Jo?
-No przecież jestem stary jak świat.
-A nooo faktycznie...
-Właśnie - zastanowił się przez chwilę -trochę fajnie trochę beznadziejnie, a trochę super.
-Pierwsze i drugie chyba rozumniem, a to trzecie nie za bardzo.
-No to trzecie to się ciebie tyczy.
-Tak?
-Yhm -otworzyłam piwo i pociągnęłam łyk. Wstałam i przeszłam się po gałęzi rozłożyłam
ręce nad głową, zamknęłam oczy. Poczułam jego oddech na karku. Uśmiechnęłam się
lekko.
-Masz jakieś nadprzyrodzone zdolności?
-Ymm tak.
-A jakie? No oczywiście poza tym, że cudnie całujesz -a on odwrócił mnie błyskawicznie
i mocno i długo pocałował.
-Naprawdę?
-Och tak oczywiście.
-A poza tym cudnym całowaniem to mam parę takich jakby darów.
-Czyli?
-No szybko biegam.
-To chyba zdąrzyłam zaobserwować.
-Oczywiście nie całkowicie.
-Potrawisz jeszcze szybciej biegać?
-Acha. I jeszcze mam dużo bardziej rozwinięty wzrok, słuch i mózg.
-Masz fajowo.
-Zależy z czym.
-Nooo z tą nieśmiertelnością.
-Bo ja wiem.
-Po co chodzisz do szkoły?
-No bo ty chodzisz do szkoły.
-Nie kumam -naprawdę nie wiedziałam o co chodzi.
-Nie kumasz bo nie jesteś żabą. Nie pamiętasz co wczoraj mówiłem -patrzyłam na niego
zdezorientowana -no chodzi mi o to, że cię już bardzo dobrze znam.
-Faktycznie, ale jakoś się nad tym nie zastanawiałam. Miałam pełno innych przemyśleń.
-To jak myślisz skąd cię znam -poczułam jak mi się robi wąski supeł w żołąku. Naprawdę
się nad tym nie zastanawiałam, ale nie myślałam, że cokolwiek jeszcze mnie tak zaskoczy
i przerazi jak to czego dowiedziałam się godzinę temu. Strach mi chyba wszedł w oczy, bo
on się przeraził.
-Nie wiem -powiedziałam ciężko.
-Pomyśl -to brzmiało jak ostrzerzenie.
-Boje się cokolwiek powiedzieć, zrobić , a co dopiero myśleć.
-Mądrze -jak chciał mnie powarznie przerazić to właśnie chyba mu się to w pełni udało.
Zamknęłam oczy próbując opuścić tępo. Normalnie czułam jak się szczerzy. Walnęłam
go na oślep, ale zamiast trawić w niego poczyłam ściśkającą mój nadgarstek jego dłoń.
-Skąd mnie znasz -zapytałam ostro, a jednocześnie ostrorznie.
-To może zostawimy sobie na jutro, albo kiedy indziej. -spojrzał na mnie znacząco jak
by chciał coś wyrazić bez słów.
-Zademonstrój mi swoje zdolności.
-Znaczy się, że jak.
-No może zacznijmy od szybkości.
-Hmm ciekawa koncepcja. -naprawdę chciałam zobaczyć jak on się prezentuje z tymi
swoimi zdolnościami. -Chodź - pomógł mi zejść z drzewa. -Wejdź mi na plecy.
-Chyba żartujesz.
-Nie. Najfajniej jest to przerzyć samemu. Na własnej skórze.
-Zarwę cię.
-Och nie bój się. Mam jeszcze jedną zdolność nadprzyrodzoną siłę. -walnęłam go w
pierś i się oboje roześmialiśmy.
-Świnia! -usiadłam na jego plecach. Ręcami trzymałam się za jego szyję, a nogami
oplotłam jego biodra.
-Trzymaj się mocno - i nie zamierzałam inaczej. Ruszyliśmy z taką prędkością, że
obraz przed oczami mi się rozmazał. Chciałam wrzeszczeć, ale jak tylko otworzyłam
usta wypełniły się one powietrzem. Tak kurczowo się go trzymałam, że normalnie
pomyślałam bym, że go zaraz uduszę. Pędziliśmy chyba z 200 kilometrów na godzinę.
Zaczał zataczać koła coraz szybciej i szybciej wiedziałam, że jak nie zamknę oczu, albo
on się nie zatrzyma to zwymiotuje.
-Stój bo żygnęę!!!!!!- wrzasnęłam, a on zatrzymał się tak szybko, że przeleciałam mu
nad głową i znalazłam się dziesięć metrów przed nim. Podbiegł do mnie.
-Nic ci nie jest! -wrzeszczał, a ja nie mogłam powiedzieć ani słowa. -Skarbie, moje słonko
nic ci nie jest! -zaczął płakać co mnie także wzruszyło -powiedz, że nic ci nie jest. Proszęę
nie umieraj! Nie rób mi tego! Nie przeżyje tego znowu -czułam się zdezorientowana.
-Aaau.. -zaczęłam się poruszać a on uśmiechnął się przez łzy.
-Kochanie tak się bałem!
-Żyje. Ale następnym razem zwalniaj powoli a nie hamuj z całej siły, bo w końcu coś
sobie złamię -uśmiechnęłam się i powoli wstałam, ale od razu przekręciłam się na bok
i zwymiotowałam, a on podał mi chusteczkę -dlaczego powiedziałeś, że jak znowu umrę to
nie przeżyjesz tego- widziałm jak nagle bardzo posmutniał.
-Bo już nie raz cię straciłem.
-Jak to? Znowu nic nie rozumniem.
-Nie wiem jak to powiedzieć.
-Tak jak tą pierwszą przerażającą wiadomość -przyjżałam mu się -najlepiej w prost.
-Boże to nie jest takie proste.
-Spróbój -poprosiłam.
-Okey, ale nie uciekniesz i nie uznasz mnie za idiotę. Obiecaj.
-No to to chyba mogę obiecać -położyłam rękę na sercu- obiecuję.
-Za to właśnie cię kochałem, kocham i kochać będę. Bo widzisz -wstał i zaczął się
przechadzać -ty miałaś wiele wcieleń i za każdym razem się w tobie zakochiwałem, a ty
po pewnym czasie jak się dowiedziałaś o mojej tajemnicy w niewyjaśnionych okolicznościach
umierałaś, a mi pozostały tylko żyć dalej, czekać, aż znowu się pojawisz i mieć za każdym
razem złamane serce -przyglądał mi się a ja nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć
miałam mętlik w głowie. Zamknęłam oczy i uświadomiłam sobie jak bardzo on musiał
cierpieć za każdym tym razem kiedy ja umierałam. Po policzkach popłynęły mi łzy.
-Ja nie wyobrażam sobie jak bardzo musiałeś cierpieć -załkałam -nie wiem co mam ci
powiedzieć. Nie wiem co mam zrobić -po krótkim zastanowieniu w czasie którego
powstrzamałam łzy i otarłam te które ostatnie spłynęły mi po policzkach -najlepiej chyba
bedzie jak więcej nie złamię ci serca i odejdę. -zauważyłam jak drgnął na te słowa.
-Nie ja cię kocham!!
-Ja ciebie też, ale co mam zrobić!! Nie chcę żebyś znowu za mną tęsknił!! Nie chcę żebyś
umarł!! Boję się o nas!! Kocham cię! -wrzasnęłąm jak tylko głośno umiałam.
-Skarbie ja cię tym razem obronię! Nie dam ci umrzeć! -płakałam głośno on podszedł i mnie
przytulił.
-Ile miałam lat jak umierałam? Zawsze tyle samo czy może nie?
-Miałaś 17lat, sześć miesięcy do 18lat -odparł zrezygnowany.
-Zostało mi miej więcej pół roku?
-Obronię cie nie umrzesz przerzekam!
-Pół roku!?-wrzesnęłam
-Tak -zapłakał nie wiedziałam co mam robić.
-Cholera jasna! Czemu ja cie tak kocham! Nie będę narażać na niebezpieczeństwo tylko
siebie ale i ciebie!! Kocham cię!!!! -wrzasnęłam tyle ile miałam tylko siły.
-Ja też cię kocham!
-Co my zrobimy?!
-Nie wiem. -podeszłam do niego starając się uspokoić tętno i pocałowałam go tak mocno
i długo jak tylko dużo miałam siły.
-Czemu?
-Co?
-Czemu umierałam?
-Umierałaś jak się dowiadywałaś o tym że ja jestem tym kim jestem i że umierałaś lecz teraz coś się zmieniło. Jesteś silniejsza
i bardziej niezależna.
-Czyli nie wiadomo czy nam cos zagrarza?
-No tak -uśmiechnął się przez łzy a ja odwznajemniłam mu tak samo szczery uśmiech. -Kocham
cię i zawsze tylko ciebie będę kochał -szepnął.
-Ja ciebie też mój skarbie -odszepnełam.
Staliśmy na klifie i przytulaliśmy się do siebie. Żedne z nas nie wypowiedziało ani słowa.
Patrzyliśmy jak słońce obniża się, gdy nagle pzypomniało mi się, że niestety muszę wracać do
domu. Spojrzałam na zegarek komórki. Było za dziesięś siedemnasta. -Kurde spóźnie się do
domu i mama mnie zabije -i właśnie wtedy uświadomiłam sobie jak wielkie kłupstwo palnęłam.
-Odprowadzę cię.
-Rozumiem - powiedziałam z żartobliwą powagą i oboje sie roześmialiśmy. -Musimy się
spieszyć.
-Nie ma problemu. -po raz kolejny usiadłam na jego plecy, ale tym razem nie tylko ja się go
trzymałam, ale i on mnie trzymał rękami w pasie. Ruszyliśmy i w ciągu minuty byliśmy na moim
podjeździe.
-Yyy wejdziesz? -zapytałam nieśmiało.
-A mama nie będzie miała nic przeciwko?
-Nawet jak tak to mnie to nie obchodzi. -odparłam z bananem na twarzy.
-Ooo niegrzeczna z ciebie dziewczynka -pogroził mi palcem, a ja prychnęłam. Zauwarzyłam
kątem oka jak mama wygląda przez okno z za firanki w salonie. Przybliżyłam się do niego
i pocałowałam go mocno i długo. -Ej twoja mama wygląda przez okno.
-Wiem. Cicho. Niech widzi, że się usamodzielniam, bo już mnie tak bardzo wkurza, że szok.
Cały czas ma mnie za małą dziewczynkę, i to jest nie fair.
-Masz fajnie.
-Niby, że z czym?
-No, że masz mamę -posmutniał a ja go przytuliłam.
-Pewnie masz rację, ale ja nie lubię jak ktoś mi wiecznie rozkazuje.
-Mnie też by to wkurzało.
-Wejdzisz?
-Może na sekundkę.
-Fajnie -otworzyłam drzwi i weszliśmy do środka.
-Emy to ty?
-Mamo nie udawaj widziałam cię w oknie.
-Oj tam oj tam.
-Chciałabym ci przedstawić Jacka Conora. Jack to moja mama Carolina Shendy.
-Witam. Emily nic mi nie mówiła o tobie -powiedziała mama
-Yyy jakoś nie było okazji -roześmiałam się narwowo.
-Dzień dobry pani. Miło mi panią poznać -ukłonił się lekko. Wydawało mi się że zobaczyłam na jego twarzy nerwowy tik.
-Już u mnie punktujesz.
-Fajnie to usłyszeć.
-Jack napijesz się czegoś? -spytałam i ruszyłam w stronę kuchni. -Mamo nie waż się go
przesłuchiwać bo nigdy więcej się do ciebie nie odezwę -szepnęłam jej do ucha, a kątem oka
zauważyłam jak mój chłopak próbuje stłumić śmiech kaszlem.
-Tak chętnie sie napije. Masz colę?
-Yhm znajdzie się. Rozgość się -poszłam do kuchni i wyjęłam szklanki i krzyknęłam- mamo też
chcesz?
-Nie nie chcę -wlałam sobie i mojemu chłopakowi napój. Wróciłam do salonu i podałam mu
picie.
-Dobra ja lecę. Muszę wrócić do bióra, bo mam jeszcze parę papierów do wypełnienia. Bądź
grzeczna.
-Mamo -wrzasnęłam.
-No co?
-Siarę mi robisz!
-Dobra idę! Pa wrócę późno.
-Pa -odczekałam chwię za nim wyszła i odezwałam się -co będziemy robić? Obejrzymy jakiś
film?
-Może być a jakie masz?
-Co ma być komedia romantyczna, czy horror?
-Może horror?
-No to przynajmniej nie będę się bała. Drakula czy Kruk?
-Drakula fajniejsze -włączyłam dvd i usiadłam obok niego na kanapie. Położyłam głowę na
jego torsie a on oblótł mnie ramionami. Oglądaliśmy, a ja się trochę trzęsłam ze strachu. -Boisz
się? -zapytał a ja nieśmiało pokiwałam głową. Roześmiał się i mnie mocno przytulił całując.
-Ach. To wszystko jest taki piękne, że aż nie może być prawdziwe.
-Ale jest i się nie zmieni.
-Przyrzeknij.
-Przyrzekam na wszystko co posiadam i co mam. Na słońce, niebo, święty spokój i swoje serce.
-No no dużo tego. Poczekaj muszę to zapisać -roześmialiśmy się oboje. -Kocham cię.
-Ja ciebie też kocham. Film się już prawie kończy, co porobimy?
-Hmm nie wiem. Teraz twoja kolej.
-Mam zademonstrować ci pozostałe zdolności?
-A to jakie nam pozostały?
-Siła, lepszy wzrok itd..
-A w tych i tak dalej to między innymi urok osobisty, świetne całowanie i czułe słówka?
-No tak. Skoro ty tak mówisz -przybliżył się i całował mnie długo i mocno, a między tymi
pocałunkami szeptał mi czułe słówka. Odsunął się i spojrzał na mnie z zamyśleniem.
 

 
Fragment tego rozdziału był, ale dodaje ;p

Rozdział 3
Obudziła mnie melodia mojej ulubionej piosenki muse "supermassiv". Prze-
-kręciłam się na drugi bok i sprawdziłam godzinę była dziewiąta zero zero.
Myślałam, że morze zapomniałam wyłączyć budzik więc nacisnęłam przycisk
i zamknęłam oczy i nagle przypomniało mi się, że miałam się spotkać z Jackiem.
Zwlokłam się z łóżka i podeszłam do szafy w której miałam całe góry ciuchów, a
kompletnie nie wiedziałam co włożyć. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam, że
jest piękne słońce i bezchmurne niebo. Był pazdziernik więc mogłam zakładać,
że jest maksimum 25*C. Wzięłam czarny t-shirt z moim ulubionym zespołem
i granatowe jeansy rurki. Założyłam baletki. Weszłam do łazienki. Opłukałam
twarz zimną wodą. Pomalowałam rzęsy czarnym tuszem i kredką, a także
ciemnym cieniem do powiek. Zeszłam na dół i poczłapałam do lodówki. Wyjęłam
mleko. Wzięłam płatki, miseczkę i łyżkę. Jadłam powoli.
-Dzień dobry. Już wstałaś? -zapytała mama a ja sobie uświadomiłam sobie, że
jeszcze nie powiedziałam jej o moich planach na przedpołudnie.
-Cześć. No bo umówiłam się z koleżanką. - oczywiście kłamałam. Nie miałam na
razie zamiaru mówić jej prawdy.
-Z lily?
-Niee. Z inną koleżanką z klasy.
-Achaa- no i oczywiście zaczęła coś podejrzewać
-No takk.
-Kiedy wychodzisz?
-No o 10:30 -powiedziałam tą godzinę bo zanim dojdę do szkoły minie 40minut
a bardzo nie lubię się spuźniać.
-Dobrze, ale o której wrócisz, bo jak nie pamiętasz miałyśmy iść o 170 do parku
pobiegać.
-Na pewno do tej pory będę w domu.
-Okey. No to dozobaczenia po południu. Ja jadę do pracy. Wracam o 160.
-Pa pa. -wzięłam do buzi ostatnią łyżkę płatków. Spojrzałam na monitor komórki
wskazywał godzinę 100. Schowałam go do kieszeni spodni i ruszyłam do salonu.
Włączyłam telewizor. Oczywiście prawie na wszystkich kanałach były teraz bajki
i kompletny brak jakichkolwiek filmów. Ustawiłam budzik na godzinę o której
miałam wyjść i klikałam guziki pilota jeżdżąc po kanałach. Same, same nudy.
Wyłączyłam telewizor i wyszłam z domu i go zamknęłam. Sprawdziłam godzinę
10:29 i tak budzik by zaraz zadzwonił.
Ruszyłam drogą. Miałam dwa kilometry do szkoły. Napisałam esemesa do Lily:
Hej co słychać? *
A nudy. A u cb? *
No właśnie idę do szkoły...
Po co?
Mam spotkanie.
Z kim? )
No z koleżanką...
Jaką niby koleżanką?? Co ty niby plecież!!!!!!!!!!
Muszę kończyć. Bo się spuźnię. pa pa ******
No ej to nie fairrrrrrrr!!!!!!!!!!!!!!
Paaa
Kurdeee!!! Wkurzasz mnie!!! Teraz się niestety wykręcisz bo mama karze
mi się pośpieszyć. Poźniej mi wszystko opowiesz!!! To rozkaz. Paa**
Kolejny raz spojrzałam na zegar komórki 11:20. Miałam 10 minut. Doszłam do
szkoły a on już na mnie czekał. Stanęłam w odległości 3 metrów i przyjrzałam
mu się od dółu do góry. Miał na sobie jeansy i czarny podkoszulek. Doszłam
wzrokiem do jego oczu i uśmiechnęłam się odwzajemnił uśmiech i zbliżył się do
mnie.
-Cześć Jack.
-Witaj moja słodka -bardzo mi się spodobała ta nazwa.
-Fajnie. Podoba mi się -przytuliłam się do niego i go pocałowałam. -To gdzie
idziemy? -zapytałam i zrobiłam niepewną minę. A on dziwnie posmutniał.
-Na łąkę.
-Yhmm. No to prowadź.
-O której masz być w domu?
-O 17.
-No to mamy bardzo dużo czasu. -ruszyliśmy za szkołę. Przeszliśmy przez boisko
i wyszliśmy przez bramkę przeznaczoną dla piłkarzy. Pobiegł do przodu a ja ruszyłam
za nim. Trochę mnie to zdziwiło. Zniknął na polanie, a ja się cholernie przeraziłam.
Byłam na środku ogromnej polany. Rozglądałam się dookoła, ale nigdzie go nie
widziałam. Bałam się strasznie. Gdy usłyszałam nagle szelest trawy za plecami.
Odwróciłam się, ale nie widziałam nikogo.
-Ej weź nie rób sobie ze mnie jaj. Okey? -nasłuchiwałam, ale nic a nic nie usłyszałam.
-Halooooooooo -echo rozniosło się dzwięcznie po polanie.
-No ej zaczynam się bać -nagle poczułam, że jeżą mi się włoski na karku co oznaczało,
że ktoś mnie z tyłu obserwował. Obejrzałam się przez ramię. Stał 5 metrów ode mnie.
Krzyknęłam i złapałam się za serce.
-Oszalałeś, czy jak?!
-Nie -podszedł do mnie w mgnieniu oka. Co mnie totalnie przeraziło.
-Yyy co yyy do cholery -wyksztusiłam z siebie.
-No właśnie co?? -przyjrzał mi się z zaciekawieniem. Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam
w nich smutek, zaciekawienie i satysfakcję jednocześnie.
-A skąd ja mam to wiedzieć?
-No przecież wiesz.
-Co ja niby wiem!
-No kim jestem -lekko rozbawiło go to co powiedziałam przechlił głowę na bok mieżąc
mnie wzrokiem.
-Y y.
-Hmm jak by to ci powiedzieć?
-Najlepiej wprost. -od razu porzałowałam, że to powiedziałam
-Ooo odwarzna jesteś -teraz z wielkim ciężarm przełknęłam ślinę która spadła do
żołądka z głuchym echem.
-Tak -odparłam drżący głosem i chyba bardziej próbowałam przekonać siebię niż go.
-Wiem, że szukałaś w necie informacji o mojej brasoletce -oczy prawie mi wyszły z orbit.
-Skąd? - a teraz dopadła mnie najbardziej przerażająca myśl jakakolwiek kiedykolwiek
przyszła mi do głowy.
-Chyba się zaczynasz domyślać -uśmiechnął się krzywo. A ja próbowałam sobie wszystko
dokładnie poukładać.
-To chyba jakiś żart! -wrzasnęłam, a on się głośno roześmiał
-Nie - powiedział z powagą i spokojem i wtedy czar prysł. Łza spłynęła mi po policzku.
A potem cała stróga łez popłynęła mi po twarzy.
-Jak to- szepnęłam
-Po prostu -odpowiedział
-Ile masz lat - zapytałam a to było chyba najgłupsze pytanie jakie mogłam mu zadać.
-Duużo -powiedział cicho.
-Ile -wrzasnęłam
-Jestem stary jak świat. Dosłownie.
-Jesteś aniołem - szepnęłam tak cicho, że prawie nie usłyszałam swoich słów.
-Tak. Jestem upadłym aniołem. - podszedł do mnie
-Poczekaj -zatrzymałam go ręką -muszę to przetrawić. - przyglądał mi się ze smutkiem
i zaciekawiniem.
-Wiem co zaraz zrobisz.
-Jak to wiesz -zapytałam ze strachem.
-Umiem czytać w twoich myślach.
-Umiesz czytać mi w myślach -zapytałam z niedowierzaniem
-Tak - i pierwszy raz w świecie uświadomiłam sobie i porzałowałam, że mam myśli.
-Jakim cudem
-Boskim - zabrzmiało to jak sarkazm
-To powiedz o czym teraz myślę. -pomyślałam jak cudownie było go wczoraj całować.
-No masz ciekawe myśli - uśmiechnął się słabo - to było tak "jak cudownie było go
wczoraj całować" nieprawdaż? -całkowicie mnie to zatkało.
-Łał
-Hmm właściwie to tak.
-Masz skrzydła -zapytałam
-Niestaty nie.
-Czemu?
-Bo jestem upadły..
-A no faktycznie -pomyślałam chwilę i przypomniałam sobie artykuł z internetu -masz
blizny?- spojrzał nie wiedząc o co chodzi - no na plecach i po bransolecie? -wydukałam
z trudem.
-Tak -odparł niepewnie
-A mogłabym no ten nooo zobaczyć.
-Taa -zdjął koszulkę i odwrócił się do mnie plecami. Podeszłam do niego i dotknęłam
delikatnie palcami blizn. Przeszedł go dreszcz. Blizny były tak jasne, że pomyślałabym
gdybym oczywiście nie wiedziła, że są całkiem świerze.
-Trochę to wszystko przerażające -powiedziałam i zamknęłam oczy opuszczając
powoli rękę. Czułam jak spóścił koszulkę i odwrócił się powoli.
-Też tak uważam- zachichotał cicho.
-Co teraz będziemy robić?
-To nie uciekniesz? -zapytał ze zdziwieniem.
-Nie
 

 
dla właścicielki bloga: _♥Zrób_to_sam_♥_
ładniejszego nie mam xd
 

 
dla właścicielki bloga: _♥Zrób_to_sam_♥_
 

 
Rozdział 2
Po powrocie rozmyślałam o szkole, o tym co zaszło między mną a Jackiem.
To było dla mnie dziwne. Wszystko co powiedział było przerażające i piękne.
Najbardziej ciekawiło mnie jaką on tajemnicę krył. Mówił, że to jego największa
tajemnica i że tylko ze mną może się nią podzielić. Bardzo mnie to przerażało.
Dlaczego akurat ze mną chciał się nią podzielić? Jak on to może wytłumaczyć?
Skąd on mnie zna? Od kiedy?
-Cześć skarbie. -powiedziała mama
-Hej.
-Jak w szkole? -zapytała. Jak by nie mogła zadać jakiegoś innego pytania
tylko takie na które nie umiałam w pełni odpowiedzieć. Lecz w głębi serca
uśmiechnęłam się na nie.
-A nie było źle.
-Przed chwilą miałam telefon ze szkoły, że w trakcie lekcji wybiegłaś na
korytarz pod niewiadomym dla nauczyciela powodem. -roześmiałam się
chisterycznie z wściekłością.
-Jak jest taki mądry niech się nad tym co zrobił na lekcji -warknęłam
-A mogłabym znać twoją wersję wydarzeń? -zapytała
-Tak. -odczekałam chwilę aby poukładać sobie minione wydarzenia w
szkole -Najpierw nauczyciel nas przesadził i siedzę z chłopakiem, który
na początku mnie wyśmiewał i wtedy wybiegłam z klasy ignorując
nauczyciela i tego kolegę z ławki. Koniec -zakończyłam uroczyście.
-No no. Zupełnie mój charakterek -powiedziała ze smutnym uśmiechem.
-No , ba -obydwie się roześmiałyśmy
-Chcesz coś na kolację?
-A mogłabyś zrobić pizze z podwójnym serem, papryką i kurczakiem?
-Hmm dla ciebie wszystko - powiedziała
-Dzięki
-Bierz się za lekcje -zakomendowała
-Spoko. -wyszła a ja odetchnęłam z ulgą. Miałam pewien pomysł skąd
dowiedzieć się czegokolwiek o Jacku. Włączyłam komputer, a później
neta i wpisałam nazwę szkoły. Gdy znalazłam bloga szkoły wpisałam jego
imię i klasę. Wyskoczyło imię, nazwisko, adres i data urodzenia. Jack
Conor, Maine Street 677, 18.07.1993. Nawet nieźle. Tylko dleczego jest
o nim tak mało informacji?
Wzięłam się za lekcje, aby nie mieć zaległości. Lecz i tak nie mogłam
się skupić na pracy domowej. Wszystko co tylko wiązało się z nim
mnie ciekawiło.
-Kolacja już jest -krzyknęła mama
-Okey zaraz przyjdę - odkrzyknęłam. Postanowiłam sobie, że zabawię
się w detektywa. Będę zbierać kluczowe informację o nim, na razie
widziałam tylko jego bransoletę z, którą nigdy wogolę się nie rozstaje.
Była w kształcie pnącego się czrno-granatowo-brązowego kwiata.
-Pizza jest już prawie zimna -krzyknęła mama
-Już kończę -zapisałam sobie co muszę sprawdzic w internecie
i wyłączyłam komputer. Zeszłam do salonu gdzie mama przygotowała
talerze sztućce i pizze. Ściany były koloru błękitu. Zasłony granatowe
i kanapa niebiesko biała. Zawsze ten salon był dla mnie drugi jedynym
miajscem gdzie mogłam się wyciszyć i odpocząć. W telewizji był film
"Zmierzch". Oczywiście jest to mój ulubiony film. Mama właśnie
nakładała sobie pierwszy kawałak pizzy. Gdy zakradłam się do pokoju
i krzyknęlam "bum". Mama wrzasnęła przerażliwie i upóściła swój kawałek
na talerz.
-Małpa. Zwariowałaś. Prawie zawału dostałam -walnęła mnie delikatnie
w ramię.
-Auuu.. to bolało - roześmiałyśmy się.
-Dawno się zaczął -zapytałam wskazując na telewizor
-Nie z pięć minut temu -odpowiedziała. Gdy tylko zobaczyłam w telewizji
Edwarda znów myślałam o dzisiejszym ranku. Wszystko miałam
zagmatfane. On był boski a ja taka żenadna. Ja mu płakałam w ramię.
Chyba na serio zwariowałam. Boshe jaka ja jestem głupia. Biłam
się z własnymi myślami i nie mogłam uwieżyc w to co zrobiłam.
Pierwsze wrzeszczałam na niego. Drugie biłam go. Trzecie wybiegłam
z klasy, a on za mną pobiegł. Przeprosił mnie i pocałował. Co ja sobie
wogole wyobrażałam. Wzięłam pizzę i polałam ją ketchupem. Wzięłam
kęs powoli gryząc. Zjadłam swój kawałek i wstałam oddalając się w
stronę łazienki.
-Gdzie idziesz -zapytała mama
-Do kibla
-Wyrarzaj się
-Oj tam, oj tam
-Pamiętaj, bo inaczej będzisz miała karę
-Mamo -wyjęczałam
-Kropka. Koniec tematu -powiedziała. A ja wyszłam z pokoju. Weszłam do
toalety i puściłam wodę. Opłukałam twarz lodowatą wodą i przyjrzałam się
mojemu odbiciu w lustrze. Postałam chwilę i wyszłam z łazienki. Spojrzałam
na zegar w przedpokoju, który wskazywał godzinę 9:30 wieczorem.
Postanowiłam dokączyć swoją porcję i iść do pokoju, połorzyć się i posłuchać
muzykę. Usiadłam na sofie i zaczęlam jeść w milczeniu oststni kawałek.
Byłam już całkowicie zapchana. Włożyłam naczynia do zlewu i ruszyłam
na piętro. Dowlokłam się do pokoju i usiadłam na łóżku. Włączyłam radio
w którym były wiadomości. Na wyświetlaczu widniała godzina 10:10.
Poszłam do łazienki i wzięłam długi, gorący prysznic i założyłam piżamę.
Położyłam się do łóżka i napisałam do Lily esemesa jak zawsze wieczorem.
Hej. Co słychać? )
Gdzie ty się podziewałaś!!! Dzwoniłam zostawiłam 50 wiadomości napisałam
ze 30 esemesów!!! Nie wiedziałam co się z tobą dzieje!!! Zwariowałaś!!!! |
No uciekłam. Telefon mi się rozładował.Możliwe, że zwariowałam.Sorry.
Jak uciekłaś!? Telefon ci się rozładował uważaj bo ci jeszcze uwieże!!
Zwariowałaś na maksa!!Sorrrrrrrrry!!!!!! Chyba sobie żartujesz!!!
Tak jakoś wyszło.Po prostu uciekłam.Na serio się rozładował.Jeszcze raz
przeprraaaszaaammmmmm.
On cię szukał.A ty później nie wróciłaś.Byłaś z Jackiem?!?!
Nieee.
A właśnie że tak.Za dobrze cię znam.Tylko mi tu nie kłam!!
Nie kłamię.
Idź do diabła.Kłamczucha....
NIE KŁAMIĘ!!!
Dobra, dobra.Pogadamy w sql.Pa pa
Pa pa skarbie *
Rozmyślałam nad tym co mi napisła. Może faktycznie miała rację. Może i byłam
kłamczuchą? Może i powinnam iść do diabła? To było prawdopodone.
Leżałam na plecach rozmyślając o całym tym zagmatwanym dniu. Prubowałam
wszystko sobie ułożyć, lecz nic to nie dawało. Nagle przypomniało mi się, że
miałam poszukać w internecie coś na temat tej jego bransoletki. Wstałam i
podeszłam do komputera. Włączyłam kompa, który pokazał godzinę 230.
Weszłam w internet i wpisałam "bransoletka w kształcie wijącego się kwiata
w kolorach czerni, granatu i brązu". Wyskoczyło parę linków na ten temat.
Wybrałam pt: "bransolety kręgu". Trochę mnie przeraził ten tytuł i chyba
właśnie dlatego go wybrałam. Wyskoczyły dwie strony na ten temat.
Zaczęłam czytać:
"GDY BÓG STWORZYŁ ADAMA I EWĘ POSŁAŁ ANIOŁY ABY OPIEKOWAŁY SIĘ NIMI.
EWA POSZŁA DO JABŁONI Z KTÓREJ BÓG ZAKAZAŁ ZRYWAĆ JABŁKA. ZERWAŁA
JEDNO ZA NAMOWAMI WĘŻA. NIEKTÓRE ANIOŁY POPARŁY TĘ DECYZJĘ. GDY BÓG
POJAWIŁ SIĘ W OGRODZIE ZOBACZYŁ ŻE OBOJE NOSZĄ UBRANIA Z LIŚCI ZAKRY-
- WAJĄCE INTYMNE CZĘŚCI CIAŁA. OD RAZU WIEDZIAŁ, ŻE ZJEDLI ZAKAZANE JA-
-BŁKO. WYGNAŁ ICH I ANIOŁY KTÓRE SIĘ DO TEGO PRZYCZYNIŁY. ABY BYŁO WIA-
-DOME ŻE TO ONE ZAŁOŻYŁ IM BRANSOLETY KTÓRYCH NIKT NIE MÓGŁ ZDJĄĆ
ZROBIONE ONE BYŁY Z CIĘŻSZEGO ŻELAZA KTÓREGO NIE DA SIĘ ANI STOPIĆ ANI
ZPIŁOWAĆ. BYŁY W KOLORACH BRĄZU CZERNI I GRANATU W KSZTAŁCIE WIJĄCEJ
RÓŻY Z KOLCAMI. MIAŁA ONA OZNACZAĆ ZDRADĘ. GDY UPADŁY ANIOŁ PRÓBOW-
-AŁ JĄ JAKKOLWIEK ZDJĄĆ WYPARZAŁA ONA RANY KTÓRE SIĘ GOIŁY ALE BYŁY
BARDZO BOLESNE I ZOSTAWIAŁY ZNAMIONA W KSZTAŁCIE ODWRÓCONEJ LITEY V
KTÓRA TAKŻE BYŁA ZNAMIENIEM NA PLECACH PO OBERWANYCH SKRZYDŁACH."
Trochę mnie przeraziła ta informacja, ale postanowiłam ją i tak sprawdzić.
Wstałam z fotela i wyłączyłam komputer. Położyłam się do łóżka i sprawdziłam
godzinę była 11:45. Gapiłam się na sufit na, którym były namalowane gwiazdy.
Marzyłam, aby jutro nie mówił mi nic strasznego co by mogło zburzyć nasz niby
związek, ale w głębi serca chciałam wiedzic jaką on ma niby tą przerażającą
tajemnmicę. Musiałam wiedzieć. Wzięłam phona i ustawiłam budzik na 90.
Przekręciłam się na bok i usnęłam.
 

 
,,Tajemnica"

Rozdział 1
Mina Emily świadczyła o złym nastroju, a ubranie było jej całkowitym przeciwieństwem. Szła właśnie korytarzem szkoły średniej Maine. Spoglądały na nią zaciekawione i zniesmaczone spojrzenia uczniów.
Gdy wyszła z sekretariatu mało brakowało , a by się załamała. Jej plan lekcji był tragiczny. Pierwsza lekcja - biologia z panem MaCartem sala 222. Ruszyłam korytarzem w stronę sali. Zajełam ostatnią ławkę od okna. Zadzwonił dzwonek który sygnalizował mi nowy początek. Chwilę póżniej wszedł nauczyciel i zaczął rozdawać podręczniki.
Przekartkowałam podręcznik. Zupełnie nic ciekawego. Antonomia człowieka itp. zapowiadał się bardzo długi semestr.
Nagle z zamyślenia wyrwał mnie chłopak siedzący przede mną. Widziałam go któryś raz z kolei w naszej szkole, a nawet nie znałam jego imienia.
Zaczęła się lekcja i pan Richard zaczął omawiać tamat. Cały czas myślałam o chłopaku siedzącym przede mną.
Moja przyjaciółka Lily Sheld pisała coś w brudnopisie. Spojrzałam jej przez ramię i zobaczyłam zarys twarzy faceta przed nami. Była super z plastyki wiec jej rysunek był nieprawdopodobnie bliski oryginału.
-Hmm... Bardzo podobny. - odezwałam się szeptem i się cicho roześmiałyśmy.
Uwielbiałyśmy razem plotkować o wszystkim i o wszystkich. Szczególnie o chłopakach, a pan Richard nie zwracał zbytniej uwagi na gadających. Rozgadałyśmy się tak bardzo, że nawet nie zauważyłyśmy kiedy biolg podszedł do naszej ławki.
-Mam pewną sugestię co do siedzenia w ławkach. Razem siedzicie od paru lat więc proponuję pewną zmianę. Wszyscy po prawej stronie każdej ławki przesiądą się o jedno miejsce do przodu.
-Ale to jest wyzysk- krzyknęła Lily, a klasa ją szczerze poparła - nie może pan...
-Postanowione i koniec kropka -powiedział, a klasa zabuczała -nie żadne uuuu tylko tak.
Przeniosłam się ławkę do przodu i usiadłam obok nieznanego mi chłopaka.
-No to pierwsze zadanie. Opiszcie sąsiada z ławki.
-Jak się nazywasz?- zapytałam ale on nie odpowiedział tylko coś bazgrał na swojej kartce.
-Halo Ziemia do Marsa. Odbiór -zaczął coś gadać pod nosem od razu wiedziałam, że to świr.
-Niecierpliwa, piękna, prawdziwa i zaciekawiona.- wyrecytował półgłosem
-Odpowiesz na moje pytania- zaczynałam się wściekać- czy nie!
-Szybko się wścieka- po tym co usłyszałam walnęłam go w policzek spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a ja się odsunęłam na sam koniec ławki i zaczęłam pisać.
-Pierwsze chamski, po drugie zadumany w sobie, po trzecie wkurzający, po czwarte zamknięty w sobie itd... - przeczytał półgłosem stopniowo go podnosząc spojrzał na mnie takim wzrokiem jakbym oblała go kubłem lodowatej wody
-Wow, aż tyle dobrych cech- roześmiał się, a ja potrząsnęłam głową wiedząc już na sto procent że jest idiotą.
-Jak się nazywasz? Jak nie jesteś idiotą to odpowiesz na to proste pytanie. -odparowałam
-Mów mi Jack. - powiedział z szarmanckim uśmiechem.
-Acha. Ile masz lat? - zapytałam czekając na odpowiedź wybijałam ołówkiem rytm sekund na zegarze nad tablicą.
-A jak bym ci powiedział, że jestem starszy niż świat- spojrzałam na niego z dezaprobatom
-Ha ha ha, ale śmieszne normalnie świecisz inteligencją- powiedziałam i się roześmiałam
-Idiota
-To było o mnie? - zapytał ze zdziwieniem
-Nie... wiesz o Świętym Mikołaju- spojrzałam na niego z uniesioną lekko brwią a on przewrócił oczami.
-Ale hmm...- urwał i przyjrzał mi się
-Czego? - z bardzo wkurzoną miną spojrzałam na niego
-Niczego. - roześmiał się, śmiał się coraz głośniej i głośniej zwróciło to uwagę całej klasy, a także nauczyciela który od dłuższego czasu nam się przyglądał.
-Jack podziel się z nami tym co was tak rozbawiło.
-Poprawka go coś rozbawiło nie mnie - dodałam z wyrzutem.
-Jej fochy - odpowiedział posłusznie nauczycielowi co do niego na pewno nie pasowało. Szczególnie z tym jego powarznym tonem. Klasa się roześmiała co mnie kompletnie dobiło i sprawiło, że odruchowo kopnęłam go w piszczel. Wrzasnął z bólu i odwrócił się w moją stronę wstrząśnięty i wkurzony.
-Facet jesteś kompletnym dupkiem i idiotą!- wrzasnęłam i wybiegłam z klasy zauwarzyłam jak nauczyciel i "dupek" wybiegli za mną z klasy. I oczywiście ''dupek'' mnie dogonił.
-Ej ja tylko żartowałem -pukał do drzwi łazienki którymi sekundę temu weszłam
-Odejdź!!!- wrzasnęłam i jakby dla podkreślenia swoich słów stłukłam o drzwi łazienki próbkę z kwasem którą miałam przygotowaną na chemię. Odskoczył od drzwi, a ja się roześmiałam jednocześnie płacząc bardzo głośno.
-Ty odbiło ci czy jak?- warknął
-Możliwe, ale chyba nie tylko mi - odparłam a on zaczał coś mówić a wtedy przypomniało mi się, że biegł za nami nauczyciel zapewne dogonił Jacka i pytał się go co się stało i gdzie jestem usłyszałam tylko urywek rozmowy, przez, który zatkało mnie kompletnie.
-...nie wiem gdzie jest uciekła mi - powiedział
-Przecież byłeś tuż za nią - warknął nauczyciel
-No tak, ale zgubiłem ją za zakrętem - odpowiedział
-Jasne, jasne kryjesz ją tylko nie wiem po co -powiedział wyrażnie wkurzony nauczyciel - to było pytanie na, które mam nadzieję, że odpowiesz.
-Nie odpowiem - to mnie kompletnie zaszokowało, ale byłam mu wdzięczna i niestety musiałam mu podziękować tylko to kazało mi złamać zasadę, którą złożyłam sobie przed chwilą, że nigdy więcej się do niego nie odezwę.
Hmm to było dla mnie co najmniej dziwne. Przed chwilą wrzeszczałam na niego, kopałam go, a on mnie chroni przed nauczycielem, byłam strasznie zdziwiona. Musiałam go o to napewno zapytać. Zaczęłam robić sobie listę pytań, o które muszę go zapytać.
1.Dlaczego mnie chronił przed nauczycielem?
2.Czemu go tak obchodziłam?
3.Z jakiego powodu nie chciał mi podać swojego nazwiska i żadnych informacji o sobie?
Usłyszałam kolejny fragment rozmowy między nim, a belfrem.
-...chodź do klasy, bo minie ci cała i wpiszę ci nieobecność.
-Może sobie pan wpisywać te nieobecności lub co pan tam chce, ale ja chcę jej poszukać. -powiedział to z takim oporem
-Dobrze masz nieobecność ... , dowidzenia . Po chwili szepnął.
-Możesz już wyjść. Nic ci nie zrobię. -powiedział
-Nie. -powiedziałam szeptem
-Czemu? -zapytał a ja nagle wybuchłam
-Nie znam cię to po pierwsze, po drugie nie wiem co ode mnie chcesz, po trzecie nie wiem czemu mnie kryjesz przed nauczycielem, po czwarte
boje się! - mówiłam coraz głośniej i po każdym słowie on głośno wzdychał co mnie kompletnie dobijało i wściekało.
-Ale ja cię bardzo dobrze znam i wiem że nigdy nikt tak bardzo cię nie wściekał jak ja -co było po krótce prawdą -nie chcę cię nigdy więcej wściekać ani nic innego ja -przerwał na chwilę -mam pewną bardzo ogromną tajemnicę chciałbym się z tobą nią podzielić, ale nie wiem co ty zrobisz jak się o niej dowiesz. Pierwsza jest dużo fajniejsza niż ta druga , no ja się ten no -zawachał się -kocham cię do cholery- prawie zamdlałam, ale rozpłakać się rozpłakałam
-Jak to- wydyszałam
-Wpuść mnie -powiedział otworzyłam drzwi i spojrzałam na niego, a on zrobił krok do przodu, a ja nie wiem po co, ale zrobiłam krok do tyłu
-Nie rozumniem -wybuchłam płaczem, a on podszedł i mnie mocno przytulił. Jak już opanowałam płacz pocałował mnie. Był to długi i namiętny pocałunek. Oderwałam się od niego i zaczerpnęłam powietrza otworzyłam oczy i zrównałam się z nim spojrzeniem.
-Kocham cię -powiedział
-Ja... yyy... nie wiem co powiedzieć.
-Po prostu powtórz moje słowa.- spuściłam wzrok na posadzkę
-Ale ja cię wogóle nie znam.
-Wiem, wiem. Ale ja cię znam i cię kocham.
-Kocham cię- szepnęłam- ale chcę wiedzieć- sięgnęłam po kartkę i podałam mu ją -i jeszcze skąd mnie znasz. -Roześmiał się ,a ja go walnęłam w pierś.
-No co? -zapytał z bananem na twarzy (dla niewiedzących z bananem znaczy z dużym uśmiechem ))) )
-Gówno - odgryzłam się wytykając język na niego, a on spojrzał na mnie z rozbawieniem -chcę to wszystko wiedzieć. Nie rozumiem. Przyszałam
dziś do szkoły wściekła i ty mnie wkurzasz ja się detonuje i po tym wszystkim ty mi mówisz, że mnie kochasz. Nie uwarzasz, że to jest co najmniej dziwne?
-Masz rację. Powinnaś wiedzieć. Powiem ci, ale jeszcze nie dziś. Jutro się przejdziemy na polanę i ci powiem. Ale decyzja należy do ciebie. Czy pójdziesz ze mną i czy chcesz wiedzieć. -powiedział ja przyglądałam mu się dłuższą chwilę zastanawiając się co może być aż taką straszną
tajemnicą i czy on mi nic nie zrobi na tej polanie. Podbródek nie chciał mnie słuchać i zaczął drżeć.
-Pod jednym warunkiem
-Jakim?
-Że przyrzekniesz na swoje życie i niewiem na wszystko, że mnie nie
zabijesz.
-Przyrzekam inaczej niech mi Bóg serce wyrwie jak tej obietnicy nie
dotrzymam - powiedział z powagą i spokojem co mnie trochę
bardziej uspokoiło.
-Dobra o której i gdzie się spotykamy?
-Może być o 11:30 przed szkołą? -zapytał
-Okey. Dobrze, że jutro jest sobota. A co teraz będzimy robić? -spytałam
-Nie wiem jak wrócimy na lekcję to chyba nie będzie dobrze.
-No fakt nauczyciel wyśle nas do dyrektorki, a to mi za bardzo nie
odpowiada. -rozśmiałam się i przylgnęłam do niego ustami na dwie
sekundy. I spojrzałam mu głęboko w oczy widziałam w nich uśmiech
i momentalny wstrząs.
-I love you. You love me?
-Yees.
-No ja cię kręcę. Ale ja mam farta. -powiedział
-Chyba raczej ja. Najprzystojniejszy chłopak w szkole się we mnie zakochuje
a ja tak łatwo o tym mówie. One wszystkie mnie zabiją -roześmiałam się
-Obronię cię -powiedział i walnął się w pierś.
-Kurcze mać na razie chyba musimy trochę zwolnić. Bo jak mama się
o tym dowie to chyba mnie zabije. I co wtedy. -moja panika wyrażnie go
rozbawiła.
-Ale twoje serce chce przystopować, czy umysł.
-Bardziej chyba to drugie.
-Kieruj się sercem, to moja dewiza.
-Hmm to brzmi nieźle, ale tak jak byś chciał mnie poderwać -wymierzyłam w
niego palcem wskazującym i zmrużyłam oczy , a usta wygięłam w lekkim
uśmiechu.
-Nieee ja nieee -uśmiechnął się
-Drań
-Wiem ,wiem -zrobił mało poważną minę -kocham cię
-Uh jakie to wzruszające -otarłam łzę która zebrała mi się w oku -ale ja też
cię kocham.
  • awatar victoria_1115: @arbuzek.xd: dzięki, przy takich komentarzach aż chce się pisać ♥
  • awatar arbuzek.xd: Wreszcie znalazłam coś co mi sie okropnie podoba.. Chodzi o twoją książkę. Rozdziały są długie, ale aż chce sie czytać. <3
  • awatar victoria_1115: ok :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Mam nadzieję że wam się spodoba
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-Musimy pogadać Jack -usiadłam na krześle które stało niedaleko okna. Odwróciłam wzrok tak aby nie zobaczył moich łez. Nie chciałam go martwić jeszcze bardziej.
-Co się dzieje Emy? -zapytał niepewny własnego głosu. Co miałam mu powiedzieć? Że jestem wykończona? Że chcę żeby poświęcał mi więcej czasu? Że nie jestem w stanie tego udźwignąć?
-Obiecaj że jak stoczymy tą bitwę uciekniemy stąd. przynajmniej na tydzień. Gdzieś na wyspę. Gdzieś gdzie będziemy mogli pobyć sami, odpocząć, zrelaksować się, choć na chwilę zapomieć o tym wszystkim co się dzieje dookoła.
-Kochanie dla ciebie wszystko -powiedział to z takim uczuciem że już nie miałam ochoty kryć łez. Po prostu się rozbeczałam na maksa. Poczułam jak mnie przytula swoimi silnymi ramionami, kołysze, całuje w czoło. Miałam ochotę odpłynąć w jego ramionach.
-Obiecaj mi jeszcze jedno -zmarszczył brwi -jak umrę podczas tej bitwy nie rozpaczaj, staraj się znaleźć szczęście. Znajdź kobietę która cię zaakceptuje takim jaki jesteś naprawdę. -poczułam jego łzy na swoim karku.
-Ty nie umrzesz. Przyrzekam że nie umrzesz!
-Ani ja ani ty tego nie wiemy. Wie to tylko Bóg. Więc obiecaj mi to. -słyszałam jak z trudem słucha tego co mówię.
-Obiecuję -wydusił. Odwróciłam się do niego twarzą i spojrzałam mu w oczy. Widziałam w nich aż oślepiającą szczerość. Ucieszyło mnie to.











Jeden z moich ulubionych fragmentów
 

 
Fragment 3 rozdziału:

Kolejny raz spojrzałam na zegar komórki 11:20. Miałam 10 minut. Doszłam do
szkoły a on już na mnie czekał. Stanęłam w odległości 3 metrów i przyjrzałam
mu się od dółu do góry. Miał na sobie jeansy i czarny podkoszulek. Doszłam
wzrokiem do jego oczu i uśmiechnęłam się odwzajemnił uśmiech i zbliżył się do
mnie.
-Cześć Jack.
-Witaj moja słodka -bardzo mi się spodobała ta nazwa.
-Fajnie. Podoba mi się -przytuliłam się do niego i go pocałowałam. -To gdzie
idziemy? -zapytałam i zrobiłam niepewną minę. A on dziwnie posmutniał.
-Na łąkę.
-Yhmm. No to prowadź.
-O której masz być w domu?
-O 17.
-No to mamy bardzo dużo czasu. -ruszyliśmy za szkołę. Przeszliśmy przez boisko
i wyszliśmy przez bramkę przeznaczoną dla piłkarzy. Pobiegł do przodu a ja ruszyłam
za nim. Trochę mnie to zdziwiło. Zniknął na polanie, a ja się cholernie przeraziłam.
Byłam na środku ogromnej polany. Rozglądałam się dookoła, ale nigdzie go nie
widziałam. Bałam się strasznie. Gdy usłyszałam nagle szelest trawy za plecami.
Odwróciłam się, ale nie widziałam nikogo.
-Ej weź nie rób sobie ze mnie jaj. Okey? -nasłuchiwałam, ale nic a nic nie usłyszałam.
-Halooooooooo -echo rozniosło się dzwięcznie po polanie.
-No ej zaczynam się bać -nagle poczułam, że jeżą mi się włoski na karku co oznaczało,
że ktoś mnie z tyłu obserwował. Obejrzałam się przez ramię. Stał 5 metrów ode mnie.
Krzyknęłam i złapałam się za serce.
-Oszalałeś, czy jak?!
-Nie -podszedł do mnie w mgnieniu oka. Co mnie totalnie przeraziło.
-Yyy co yyy do cholery -wyksztusiłam z siebie.
-No właśnie co?? -przyjrzał mi się z zaciekawieniem. Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam
w nich smutek, zaciekawienie i satysfakcję jednocześnie.
-A skąd ja mam to wiedzieć?
-No przecież wiesz.
-Co ja niby wiem!
-No kim jestem -lekko rozbawiło go to co powiedziałam przechlił głowę na bok mieżąc
mnie wzrokiem.
-Y y.
-Hmm jak by to ci powiedzieć?
-Najlepiej wprost. -od razu porzałowałam, że to powiedziałam
-Ooo odwarzna jesteś -teraz z wielkim ciężarm przełknęłam ślinę która spadła do
żołądka z głuchym echem.
-Tak -odparłam drżący głosem i chyba bardziej próbowałam przekonać siebię niż go.
-Wiem, że szukałaś w necie informacji o mojej brasoletce -oczy prawie mi wyszły z orbit.
-Skąd? - a teraz dopadła mnie najbardziej przerażająca myśl jakakolwiek kiedykolwiek
przyszła mi do głowy.
-Chyba się zaczynasz domyślać -uśmiechnął się krzywo. A ja próbowałam sobie wszystko
dokładnie poukładać.
-To chyba jakiś żart! -wrzasnęłam, a on się głośno roześmiał
-Nie - powiedział z powagą i spokojem i wtedy czar prysł. Łza spłynęła mi po policzku.
A potem cała stróga łez popłynęła mi po twarzy.
-Jak to- szepnęłam
-Po prostu -odpowiedział
-Ile masz lat - zapytałam a to było chyba najgłupsze pytanie jakie mogłam mu zadać.
-Duużo -powiedział cicho.
-Ile -wrzasnęłam
-Jestem stary jak świat. Dosłownie.
-Jesteś aniołem - szepnęłam tak cicho, że prawie nie usłyszałam swoich słów.
-Tak. Jestem upadłym aniołem. - podszedł do mnie
-Poczekaj -zatrzymałam go ręką -muszę to przetrawić. - przyglądał mi się ze smutkiem
i zaciekawiniem.
-Wiem co zaraz zrobisz.
-Jak to wiesz -zapytałam ze strachem.
-Umiem czytać w twoich myślach.
-Umiesz czytać mi w myślach -zapytałam z niedowierzaniem
-Tak - i pierwszy raz w świecie uświadomiłam sobie i porzałowałam, że mam myśli.
-Jakim cudem
-Boskim - zabrzmiało to jak sarkazm
-To powiedz o czym teraz myślę. -pomyślałam jak cudownie było go wczoraj całować.
-No masz ciekawe myśli - uśmiechnął się słabo - to było tak "jak cudownie było go
wczoraj całować" nieprawdaż? -całkowicie mnie to zatkało.
-Łał
-Hmm właściwie to tak.
-Masz skrzydła -zapytałam
-Niestaty nie.
-Czemu?
-Bo jestem upadły..
-A no faktycznie -pomyślałam chwilę i przypomniałam sobie artykuł z internetu -masz
blizny?- spojrzał nie wiedząc o co chodzi - no na plecach i po bransolecie? -wydukałam
z trudem.
-Tak -odparł niepewnie
-A mogłabym no ten nooo zobaczyć.
-Taa -zdjął koszulkę i odwrócił się do mnie plecami. Podeszłam do niego i dotknęłam
delikatnie palcami blizn. Przeszedł go dreszcz. Blizny były tak jasne, że pomyślałabym
gdybym oczywiście nie wiedziła, że są całkiem świerze.
-Trochę to wszystko przerażające -powiedziałam i zamknęłam oczy opuszczając
powoli rękę. Czułam jak spóścił koszulkę i odwrócił się powoli.
-Też tak uważam- zachichotał cicho.
-Co teraz będziemy robić?
-To nie uciekniesz? -zapytał ze zdziwieniem.
-Nie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jak tam u was ? Bo u mnie ocenki wystawione i teraz to mam wy*ebane na ocenki ... Piszcie bo się troszku nudzęę
  • awatar victoria_1115: już wb ;3 .. spoko :D
  • awatar _♥Zrób_to_sam_♥_: u mnie ujdzie.;) A u Ciebie?;) Jak ci się nudzi to: Zapraszam do mnie.;) A na moim blogu znajdziesz dużo pomysłów; np. paznokcie, pomysły na ciuchy, zrób to sam..:) Za komentarzyk na pewno się odwdzięczę . ; **!.<3 :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Fajne cytaty z "Pamiętników wampirów":

1)Damon: "Podoba mi się ten nasz trojkącik... trochę perwersyjny... Nie spieprzcie tego"



2)Damon: "Wampiry się nie rozmnażają. Ale kochamy próbować"



3)Elena: "Zatrzymaj samochód Damon! Zatrzymaj się! ZATRZYMAJ!"

Damon: "Ech.. Byłaś dużo zabawniejsza kiedy spałaś"


4)Stefan: "Rano polowałem"

Damon: "Nie przeraża cię to, że te wszystkie małe zwierzątka kiedyś spikną się i zmówią przeciwko tobie?"

5)Stefano: "Tak? I co dalej?"

Damon: "Przebijemy ją kołkiem albo urwiemy łeb. Coś poetyckiego, zobaczy się"
 

 
Szkoła najgorsza rzecz w życiu każdego człowieka .... Chociaż są rzeczy gorsze ..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Moje problemy to w porównaniu z problemami przyjaciół są błahostkami. Pocieszanie ich jest moim obowiązkiem ale czasem i ja nie daję rady... Nie jestem jakimś komiksowym ''superbohaterem'' ... Teraz marzę o wypadzie na Karaiby albo gdzieś dalekoo ... Ale jest ale, nie chce zostawiać przyjaciół, no i nie mam kasy na taką podróż ;/
http://www.fototrip.pl/zdjecie,40574.html
 

 
Przekonałam się już że nie wszystkim podoba się to co piszę..
Ci co jednak chcieliby to przeczytać niech piszą do mnie a na pewno wyślę chociaż fragment tekstu
 

 
Chciałabym żebyście ocenili moją książkę którą właśnie kończę pisać. Chce dowiedzieć się waszej opinii na jej temat
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mam nadzieję że polubicie mój blog
 

 
Witajcie!